Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

wtorek, 29 października 2013

1.370. Pokuta

Tego samego dnia, od dwóch różnych osób usłyszałam dwie kompletnie odmienne wersje na ten sam temat. Jedna stwierdziła, że teraz jest dobrze jak jest - kiedy piszę notkę raz dziennie, bo wcześniej było ich za dużo. Druga powiedziała, że zdecydowanie za mało publikuję postów, bo przedtem było ich więcej.

Rzadko wracam do jakichś swoich notek, chociaż wszystkie zapisane są w dokumencie tekstowym - tak na wszelki wypadek. Żyję tu i teraz. Czuję zmiany w sobie i nie mam potrzeby powrotu do własnych słów. Jest we mnie spokój, wdzięczność, radość i ogrom miłości, a o takich wartościach (wbrew pozorom) pisze mi się znacznie trudniej, gdyż mogą niekiedy trącić patosem, czy infantylizmem. Szczególnie, jeśli przeczytają je osoby o innej wrażliwości.

Jest jeszcze jeden powód mojej ograniczonej aktywności na blogu. Niejednokrotnie podkreślałam, iż lubię samotność i towarzystwo swoich własnych myśli, wsłuchiwania się w siebie i kontemplowania zawiłości natury ludzkiej. Niekoniecznie potrzebuję się tym wszystkim dzielić. I dobrze mi z tym.

Jeśli sama sobie nie wystarczam, rozmawiam z Mężem albo z innymi emocjonalnie bliskimi osobami, a w przypadkach szczególnych opowiadam o swoich rozterkach zakonnikowi w konfesjonale. To, co słyszę, wprawia mnie nieraz w zdziwienie przechodzące w osłupienie - jak najbardziej pozytywne.

Ostatnio, na przykład, wspomniałam coś o braku akceptacji dla szczerości i o wierze w znaki, po czym ręka jednego z ojców przez szparę w kracie podarowała mi sporych rozmiarów obrazek, na odwrocie którego przeczytałam następujące słowa:

"Bogu na Tobie zależy.
Bóg nie po to posłał Swojego Syna
Jezusa Chrystusa,
żeby potępić ludzi,
ale aby ich zbawić.
On kocha Ciebie
takiego jakim jesteś.
Nie obraża się,
nie stawia warunków wstępnych,
jest cierpliwy.
Bóg chce spotkać się z Tobą,
chce dać Ci życie".

I jak ten ogrom odczuwanych emocji przelać na klawiaturę? No jak? Wolę je odczuwać, niż o nich pisać. Przynajmniej na razie.

Ciąg dalszy też był. Na katechezie, do uczestnictwa w której (w ramach pokuty) zostałam zaproszona i przyznaję, iż była to była najfajniejsza pokuta, jaką przyszło mi kiedykolwiek odprawić. Na tyle genialnie poprowadzona, że za kilka dni pójdę tam znowu - tym razem bez specjalnego zaproszenia.

Godzina dość nietypowego kazania, a może nawet bardziej opowieści, minęła mi w zasłuchaniu, zapatrzeniu, zamyśleniu i uśmiechu. Sądząc po frekwencji na sali (żadnej osoby w wieku emerytalnym) inni mieli podobnie. Było o nihilistach, socjalistach, drobnomieszczanach, kryzysie wiary... Czekam na jeszcze.