Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 23 listopada 2014

1.948. Jak nowożeńcy

Kiedyś byłam jak jeż z kolcami. Nie dotykać, nie podchodzić, nie zbliżać się. Mąż odkąd pamiętam był (i wciąż jest) przylepą, która przytulania potrzebuje jak powietrza. To dzięki Dyrektorowi Wykonawczemu zaczęłam odczuwać przyjemność płynącą z dotyku.

Teraz nie wyobrażam sobie pobudki, czy zasypiania bez naszego rytuału przytulania. Ba - nawet w ciągu dnia się go domagam, czym wzbudzam ogromnie zdziwienie na twarzy Głosu Rozsądku - "żona, ja cię nie poznaję".

Podczas ostatnich warsztatów, w których wspólnie uczestniczyliśmy, od wielu osób słyszeliśmy bardzo podobne opinie na swój temat - "jesteście strasznie fajną parą", "widać, że jesteście ze sobą bardzo związani", "zachowujecie się jak nowożeńcy".

Padały też teksty do Męża o mnie ("masz mądrą i piękną żonę"), czy do mnie na jego temat ("ma facet potencjał" i "rośnie ci konkurencja").

Okazało się, że bacznym obserwatorom nie uszło mimowolne dotknięcie mojej dłoni przez Dyrektora Wykonawczego, czy muśnięcie jego policzka przeze mnie. Plus nasze poczucie humoru, umiejętność śmiania się ze swoich przywar oraz ogromny dystans, jaki oboje przejawiamy w stosunku do samych siebie.

Czuję, że jeszcze bardziej zbliżyliśmy się jedno do drugiego po tamtym kursie. Głosowi Rozsądku tak spodobał się program, tematyka oraz atmosfera, że postanowił pójść ze mną na kolejne warsztaty, które rozpoczną się za tydzień oraz na kontynuację (już w styczniu) tych, w których niedawno uczestniczyliśmy.


1.947. Nie rusz!

Za sprawą poniższych fotek (a ściślej rzecz biorąc tego, co się na nich znajduje) niniejszym zainaugurowaliśmy sezon na jakże popularne hasło "nie rusz - to na święta!"


sobota, 22 listopada 2014

1.946. W ruchu

Bardzo przyjemnie i miło spędzamy sobotę. Najpierw zrobiliśmy sobie długi spacer do mieszkania rodziców. Po drodze prawie siłą zaciągnęłam Męża do sklepu, by zmierzył czapkę z pomponem. Według mnie wyglądał w niej genialnie, ale on sam źle się czuł, więc wyszliśmy z niczym.

Za to z domu rodzinnego zabraliśmy trzy pełne siaty - kurtka zimowa Dyrektora Wykonawczego oraz mój długi płaszcz, a do tego jeszcze kilkanaście książek, obrus na stół i koszulę dla Głosu Rozsądku. No i zupę ogórkową - jedną ze specjalności mojej mamy. Ugotowała ją dla nas na jutrzejszy obiad. Nie wypadało nam odmówić.

Jakoś dojechaliśmy z tym całym majdanem do kawalerki. Rozpakowaliśmy zawartość siatek, odsapnęliśmy chwilkę i udaliśmy się do galerii handlowej. Oczywiście na piechotę w obie strony. "Magia świąt" dotarła i tam - girlandy, choinki, prezenty, bombki oraz wszelkie inne ozdoby królowały gdzie okiem sięgnąć.

Zrobiliśmy rekonesans obuwniczy. Dwie pary kozaków odpadły po pierwszym moim na nie spojrzeniu, a gdy wzięłam je do ręki miałam dwieście procent pewności, że nawet za darmo bym ich nie chciała nosić. Pechowe numerki to jedynka i trójka. Fantastycznie na moich długich nogach prezentuje się za to dwójka.

Jeśli ktoś myśli, że dokonałam zakupu, jest w błędzie. Zawsze na początku grudnia są promocje - przeważnie obniżka pięćdziesięcioprocentowa. Poczekam sobie cierpliwie na tę przecenę. Być może wtedy do podlinkowanej już dwójki dorzucę jeszcze rewelacyjnie wyglądające botki, którym nie mogłam się oprzeć i wręcz musiałam je przymierzyć.


piątek, 21 listopada 2014

1.945. Weź nie przesadzaj

Miałam spotkać się dzisiaj z pewną bardzo ważną personą, ale jako że nawet ci najważniejsi mają prawo do choroby, więc pani sekretarka przełożyła mi termin na przyszły tydzień. I tak się jakoś zgrabnie zbiegnie w czasie, że przez trzy kolejne dni pod rząd będę miała dość specyficzne "randki" z trzema różnymi panami - Czarodziejem, onkologiem oraz dyrektorem.

Brakuje mi słońca. Coraz bardziej każdego dnia. Pogoda za oknem nie nastraja zbyt optymistycznie, ale ja się tak łatwo jej nie poddam. Wyszukuję sobie różne fajne i przyjemne zajęcia, żeby poprawić sobie humor. Jak nie czekolada z mlekiem na gorąco, to dobra książka. Jak nie rozwieszenie prania, to pozmywanie naczyń. Jak nie rozmowa telefoniczna, to mail.