Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 21 maja 2017

2326. Pepe

Jest pocieszny i ciekawski. Coraz bardziej się oswaja. Gdy wracamy do domu na nasz widok podskakuje na żerdce. Zwiedza nowe miejsca i prawie wcale się nas nie boi.

Kiedy tylko siadamy na krześle przy stole, on już tam jest i czeka, bo wie, że ma szansę dostać coś do jedzenia. A nawet jak nic mu nie dajemy, sam sobie bierze - z talerza, miseczki lub szklanki.

Jeśli siedzę na sofie i korzystam z laptopa, Pepe przylatuje do mnie i zaczyna dziobać podkładkę pod myszkę, a gdy nie reaguję, wchodzi na nią łapkami, by zwrócić moją uwagę.

Raz wylądował mi na głowie. Posiedział przez chwilę, a potem odleciał. Aktualnie stoi na stołku i obdziobuje z zewnątrz szklankę z sokiem stojącą na stołku. Podobnie robi z kieliszkiem nalewki.

Chodzi po szafkach, sprawdzając dziobem jak smakuje telefon, zegarek, czy inne leżące tam rzeczy. Skacze na pudełko z chusteczkami, które usiłuje wyciągnąć ze środka.

Uwielbia skakać po suszarce z ubraniami, a szczególną atencją obdarza moją bieliznę. Bawi się ze mną w chowanego, wyjada z dywanu powyrzucane z klatki ziarenka.

Oto próbki jego działalności twórczej, którą udało mi się udokumentować.

sobota, 20 maja 2017

2325. Padnięta

Przez cały tydzień chodziłam do pracy na drugą zmianę, a że podczas niej niewiele się działo, umęczyłam się siedzeniem i nicnierobieniem (czego nie znoszę) o wiele bardziej niż gdybym była zajęta (co lubię). Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to powiem, ale wręcz nie mogę się doczekać porannego wstawiania i pierwszej zmiany.

Pomiędzy pracą a pracą byłam jeszcze na kontrolnej mammografii oraz USG,  a dzień później z wynikami tychże udałam się na wizytę do onkologa (tym razem żadnej biopsji na szczęście nie będzie), od którego dostałam skierowanie na te same badania za pół roku. Umówiłam się więc na listopad. Za to w czerwcu wybieram się na pobranie krwi celem wykonania testu ROMA, by potem (z jego wynikami) spotkać się ze swoją panią ginekolog.

Odebrałam z paczkomatu zamówione nowe książki, a zawartością dwóch rozdziałów w jednej z nich udało mi się chyba nawet zaskoczyć Czarodzieja.


Dzisiaj byłam też na ostatnich już sobotnich zajęciach z PJM. Jeszcze tylko jedne warsztaty z osobami głuchymi w środku tygodnia, a potem egzamin, podczas którego będę sobie migać do woli.

Nadmiar wrażeń (a także ciężar emocjonalny dwukrotnego odwiedzenie onkologii) oraz fala gorąca, która nas nawiedziła sprawiły, że chwilowo jestem najnormalniej w świecie padnięta i pozbawiona sił.