Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 22 kwietnia 2018

2498. Charakter

Ciepło, coraz cieplej - chciałoby się rzec patrząc na to, co za oknem funduje nam pogoda. Jak tak dalej będzie, kasztany mają spore szanse przekwitnąć przed maturami...

Wczoraj wczesnym przedpołudniem pojechaliśmy z Mężem do naszego ulubionego ciucholandu. Buszowaliśmy w nim zaledwie godzinę, a znaleźliśmy kilka potrzebnych nam obojgu ubrań. Następnym razem (czyli w maju) wybierzemy się tam już z mamą.

Nie zapomnieliśmy też o rodzicach. Odwiedziliśmy ich później. Zrobiliśmy im małe zakupy, zjedliśmy z nimi obiad i lody truskawkowe z truskawkami. Dyrektor Wykonawczy wyrzucił wszystkie stare i zwiędnięte ziemniaki z piwnicy. Zabraliśmy kolejną porcję prania, które już się suszy.

Po testowaniu pralki doszliśmy do wniosku, że mamy dwa wyjścia - albo pierzemy w 30 stopniach i bez szlamu albo wybieramy wyższą temperaturę i na każdym ciuchu mamy szlam. Jest jeszcze opcja numer trzy - kupno nowej pralki, ale jakoś nie bardzo mamy ochotę pozbywać się lekką ręką tysiąca złotych.

Rano zrobiłam kajmaka, który od świąt powoli staje się weekendową tradycją. Podobnie jak niedzielna jajecznica - choć dzisiaj zastąpiliśmy ją jajkami na twardo z majonezem i szczypiorkiem.

Na zamkniętych sklepach najbardziej skorzystało i zyskało miejskie targowisko, które tętni życiem jak nigdy. Byliśmy tam przed południem w poszukiwaniu nowej torby do pracy dla Męża. O dziwo - udało się nam ją dostać już na drugim stoisku. Dzięki temu szybko mogliśmy się ewakuować z tego tłumu ludzi.

Cieszę się, bo Dyrektor Wykonawczy ma już w większej części uzupełnioną i wymienioną garderobę. Potrzebuje jeszcze bluz, swetrów, kurtki dżinsowej i przeciwdeszczowej oraz wkładek do butów. I tak jestem pełna podziwu dla jego cierpliwości w przeszukiwaniu zawartości lumpeksowych wieszaków, bo to męczące zajęcie.

piątek, 20 kwietnia 2018

2497. Proza

Ostatnie dni ukazały moją słabość. Otóż pozwoliłam zwykłej pralce wyprowadzić się z równowagi. Naiwnie łudziłam się, że kiedy sąsiadka dała nam swój egzemplarz, będzie tylko lepiej. A okazało się, że poprzedni model (mimo swoich wad - mniejszy bęben i uszkodzone zamykanie drzwiczek) przynajmniej nie brudził ubrań brązowym szlamem jak robi to obecne urządzenie.

Przeprowadziliśmy wywiad z właścicielką mieszkania, z którego dowiedzieliśmy się, że przez kilkanaście lat użytkowania pralki ustawiała maksymalną temperaturę na 40 stopni... Wujek Google podpowiedział nam, żeby zrobić puste pranie w 90 stopniach, co uczyniliśmy. Szlamu było tyle, że aż woda była w kolorze błota. Z wnętrza bębna zaczęło cuchnąć i to straszliwie. Do szuflady na proszek wsypaliśmy więc dwa opakowania sody oczyszczonej i ustawiliśmy pokrętło ponownie na 90 stopni. Smród zniknął, ale szlam - niestety - nie.

Wczoraj przyszła sąsiadka, by naocznie zobaczyć jak wyglądają ubrania po wyjęciu z pralki. Zakupiła nam jakiś niemiecki odkamieniacz, wlała go do pojemnika na proszek i zaleciła wstawić kolejne puste pranie na 90 stopni. Potem - na próbę - zrobiliśmy normalne pranie w 30 stopniach i - póki co - szlamu nie ma. Ale ja wciąż boję się cieszyć, gdyż wydarzenia ostatnich dni doprowadziły mnie na skraj cierpliwości.

Z rzeczy dobrych - byłam na wizycie u nowej pani endokrynolog, która przypadła mi do gustu jako kompetentny lekarz. Obejrzała wyniki, przeprowadziła wywiad, zrobiła USG tarczycy i uspokoiła, że nie mam powodów do obaw. Rozwiała też moje wątpliwości w kwestii zażywania tabletek przeciwko osteoporozie (i ich wpływie na poziom TSH), a nawet doradziła zażywanie suplementu wapnia, który od razu zakupiłam w aptece.