Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

sobota, 20 stycznia 2018

2434. Prezentowo

Nieważne, że styczeń w pełnej (to znaczy zimowej) krasie. Każda pora jest dobra na bycie Świętym Mikołajem. Tak więc dzisiaj podwójnie sprawialiśmy innym prezenty. 

Najpierw pojechaliśmy do mojej zmienniczki z pracy, która miała sobotni dyżur i wręczyliśmy jej zaprojektowaną przeze mnie, a wydrukowaną przez Męża sporych gabarytów niespodziankę - z zakazem otwierania bez obecności narzeczonego.

Potem przemieściliśmy się do rodziców, by po zrobionych zakupach, zjedzonym obiedzie i lodach, Dyrektor Wykonawczy podarował mamie jej nową komórkę. Spodziewaliśmy się ruchu oporu, a spotkaliśmy się z zainteresowaniem i zaciekawieniem - o dziwo!

Są też obiecane wczoraj etui w liczbie sztuk trzech - czerwona od Głosu Rozsądku, filcowa od pani doktor i niebieska kupiona w piątek.



piątek, 19 stycznia 2018

2433. Wystarczająco

Miałam wczoraj iść z Mężem na lody, ale tak się ze sobą męczyłam i gniotłam, że na "miałam" się skończyło. Dzisiaj aż do południa było jeszcze gorzej, bo siedziałam i gapiłam się w jeden punkt. Dopiero po wyjściu Dyrektora Wykonawczego do pracy zebrałam się do kupy, ubrałam, umalowałam, uczesałam i pojechałam odebrać zamówioną dla ojca książkę. Przy okazji kupiłam też zamykane etui na swój nowy telefon. A żeby było śmieszniej, w czwartek od jednej pani doktor dostałam inne i również całkiem ciekawe. Fotki zrobię jutro, bo światło już nie takie.

Głos Rozsądku był u tego samego gastrologa, co ja. Z gabinetu wyszedł ze skierowaniem na gastroskopię (termin na lipiec) i kolonoskopię (termin na listopad). I kto by pomyślał, że w szpitalu, w uśpieniu będzie szybciej niż normalnie. Ale Mąż hospitalizacji nie chce, więc sobie trochę poczeka - chyba że znajoma lekarka przyspieszy oba terminy. Za to wreszcie zaszczepił się pierwszą dawką przeciwko żółtaczce. Za miesiąc następna.

Mnie też kłuli - w cztery litery i to od razu dwa razy, bo miałam na twarzy uczulenie. Lekarz schodzący z nocnego dyżuru zalecił żel do smarowania twarzy, tabletki do łykania na noc i właśnie wspomniane powyżej oba zastrzyki. Pomogło, bo czerwone plamki i krostki zniknęły. Podejrzenie padło na cytrusy, gdyż nic innego raczej nie przychodzi mi na myśl.

Jutro przed Mężem misja z telefonem dla mamy. Nie wiem czy chcę na to patrzeć, czy wolę jednak dać mu wolną rękę i mieć święty spokój?