Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 24 lutego 2017

2292. Artystyczny miszmasz

Sytuacja z mamą wydaje się być opanowana - przynajmniej do czasu następnego "wyskoku" rodzicielki, choć pani doktor po wysłuchaniu całej historii z ust głównej bohaterki orzekła, iż objawy wskazywałyby na wirusówkę. Wczoraj, już razem, wyszłyśmy na osiedle po zakupy, a dzisiaj mama była u fryzjera, więc idzie ku lepszemu.

Pogoda też układa się (a raczej wieje) w dobrą stronę. Śnieg stopniał, co cieszy oko (taka na przykład zielona trawa), ale i martwi (okazałe psie kupy rozlokowane są dosłownie wszędzie). Głowę chce urwać, ale się nie daję, choć czapki już nie noszę.

Ostatnio przeczytałam gdzieś, że jeśli nie chce się chorować trzeba dużo przebywać na świeżym powietrzu. O tej rzekomej "świeżości" się nie wypowiem, bo raczej przywodziła na myśl trujący smog, ale co fakt to fakt - przez całą zimę nie doświadczyłam nawet kataru, o jakimkolwiek przeziębieniu nie mówiąc. Wychodzi więc na to, że odporność mam niezłą, bo epizod z jęczmieniem na oku spowodowany był stresem pobiopsyjnym.

Pepe przeszedł zabieg obcinania pazurów, którego to w tajemnicy i ukryciu dokonał Mąż, informując mnie dopiero po całym zdarzeniu. Wiedział co robi, bo znając swoją żonę doskonale zdawał sobie sprawę, że zabroniłabym mu dotykać kanarka, a co dopiero łapać go do ręki i ciąć te maluśkie pazurki. Ptaszek ponoć aż się trząsł po całym procesie, ale po kilkunastu minutach zaczął normalnie funkcjonować, a teraz pewnie już nie pamięta o traumie, jaką przeszedł.

Od marca będziemy jeść zdrowiej, czyli postaramy się wyeliminować z diety słodycze, ciasta, ciasteczka, bułeczki i temu podobne jakże smaczne, ale jakże niepotrzebne cukry i tłuszcze. W razie nagłego wypadku pozostanie nam tafelek gorzkiej czekolady, ale też wolałabym takiej pokusy uniknąć.


Nie tylko od wewnątrz mam zamiar zadbać o siebie, lecz także od zewnątrz, czyli w myśl przysłowia "jak cię widzą, tak cię piszą", na tapetę idzie twarz. Do serii moich ulubionych od kilku lat maseczek, które wyglądają tak:


dołączam zakupione właśnie nowości, które będę testować i bacznie się przyglądać ich efektom.






Książki z lutego są na razie trzy (czwarta w drodze).



Dzięki kolejnym zamówieniom rośnie w siłę kolekcja zakładek, choć i tak nie jest jeszcze kompletna.


Podpisałam stosowną umowę i od kwietnia zaczynam naukę migania na kursie PJM dla zaawansowanych.