Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

wtorek, 17 stycznia 2017

2276. Może

Wolę obecnie przebywać na dworze niż siedzieć w domu. W tym ostatnim jest mi tak przeraźliwie zimno, że nie pomagają trzy swetry, czy puchate różowe kapcie z czułkami, które mam na sobie. Ulgi nie przynosi również gorąca herbata wypijana w ilościach niemalże hurtowych. Ani praktycznie na stałe odkręcony kaloryfer.

Wyszłam dziś razem z Mężem. I kiedy staliśmy na przejściu dla pieszych trzymając się za ręce po raz pierwszy poczułam wiosnę. Tak, tak - nie oszalałam. Jeszcze nie. Ona naprawdę jest blisko. W powietrzu, w słońcu, w wietrze, w porannym śpiewie ptaków za oknem.

Dostałyśmy z mamą oficjalne pismo, że mamy się zgłosić do poradni genetycznej, gdyż czekają tam nasze wyniki badań krwi zleconych na początku października ubiegłego roku. 

Żadna z nas nie jest obciążona rakiem, co nie zwalnia z profilaktyki i nie gwarantuje, że nie zachorujemy (wszak rodzicielka miała przecież czerniaka), ale patrząc na historię całej rodziny, stanowi olbrzymią ulgę.


W sumie te badania genetyczne są swojego rodzaju rachunkiem prawdopodobieństwa. Bo ktoś, kto ma mutację, może nie zachorować, a inny kto nie ma mutacji, może zachorować. 

Może, lecz nie musi. I tego jednego "może" się trzymam.

sobota, 14 stycznia 2017

2275. Pysznie

Przesunięta (ze względu na panujący wtedy mróz) o cały tydzień urodzinowa konsumpcja w strefie szybkiego jedzenia w galerii zgromadziła nasz trzyosobowy dream team w składzie niezmienionym.

Było dużo, niezdrowo, ostro, słodko, słono, tłusto, chrupiąco, w panierce, śmietankowo, z posypką, pomarańczowo, mokro i zimno. Ale przede wszystkim było pysznie. I z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że wreszcie się najadłam. 

W pewnym momencie we dwie z mamą dostałyśmy swoistej i niepowtarzalnej głupawki, która nijak nie przerzuciła się na Męża. Za to nam jeszcze długo trudno było przestać się śmiać.

Rodzicielka nie omieszkała zakupić sobie nową parę obuwia - no bo jak to tak - być w galerii (w dodatku podczas wyprzedaży) i wrócić do domu bez butów?

Dyrektor Wykonawczy powiedział mi potem, że zastanawia się po co mamie tyle par skoro ciągle widzi ją w tej samej. Dziwnym zbiegiem okoliczności do identycznego wniosku doszedł ojciec na widok pudełka przyniesionego przez swoją żonę.

Ale który facet w takiej kwestii zrozumie kobietę?