Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 1 września 2014

1.804. Poniedziałkowe radości

Ponieważ mój mózg pracuje sobie w tle, a ja z doświadczenia wiem, że w takich chwilach lepiej mu nie przeszkadzać, o niczym poważnym dziś nie napiszę. Za to z chęcią wspomnę o tym, co sprawiło mi poniedziałkową radość, a nawet radości.

Zniknięcie zawartości tortownicy, czyli rozdysponowanie śmietanowca w taki sposób, byśmy z Dyrektorem Wykonawczym zbytnio nie przytyli, a ci, których lubimy, ucieszyli swoje podniebienia przez nas zrobionym deserem.

Spotkanie i rozmowa z kimś, komu ufam i kto jest dla mnie ogromnym autorytetem.

Talerz obłędnej zupy grochowej z makaronem (oczywiście z odkrytej niedawno jadłodajni), który z trzęsącymi się uszami pochłonęliśmy z Mężem po połowie. 

Dwa kubki kawy wypite już w samotności, lecz z przyjemnością.

Samodzielne wybranie sześciu rumianych i pachnących jabłek w zaprzyjaźnionym warzywniaku.

Podarowanie znacznie większego metrażowo lokum Eschynantusowi, czyli przesadzenie go do sporej i cudnie pomarańczowej doniczki.

Codzienna porcja docenienia oraz wdzięczności za to, co mam.


niedziela, 31 sierpnia 2014

1.803. Zielona kawa

Dzięki naszej sąsiadce nie tylko zaliczyliśmy nasz pierwszy małżeński raz z kośćmi, ale również jak najbardziej legalnie wynieśliśmy od niej z mieszkania dwie łyżeczki zielonej kawy, którą za radą właścicielki zaparzyliśmy dopiero wtedy, kiedy wiedzieliśmy, że z domu już na pewno nie wyjdziemy.

Zielona kawa wygląda dziwnie - co widać przed i po jej zaparzeniu (od pięciu do dziesięciu minut pod przykryciem). Pachnie i smakuje słomą. Odrobinę podobna jest do zielonej herbaty.

Mąż się krzywił, ale dał radę. Mnie poza obrzydliwą kredą, którą musiałam kiedyś wypić jako kontrast przed prześwietleniem, chyba nic nie jest w stanie ruszyć. Nawet piołun polubiłam, a co dopiero zieloną kawę.


1.802. Kości zostały rzucone

Co robi Karioka z Mężem w niedzielne przedpołudnie? Idzie "w gości" do sąsiadki, która telefonuje do mnie aż dwa razy i nas pogania, bo wujek czeka i koleżanka czeka, a nas jeszcze nie ma. 

Policzywszy szybko w myślach stan osobowy tamtego mieszkania, wysłałam Dyrektora Wykonawczego po pięć talerzyków, by za chwilę odnieść je z powrotem wraz z leżącymi na nich kawałkami krojonego w biegu śmietanowca.

Wujek w międzyczasie uciekł, gdyż przestraszył się nas dwojga, co sąsiadka skomentowała, że on normalny jest, więc do towarzystwa za bardzo nie pasował i wolał się ewakuować przed naszym wejściem.

W trybie pilnym przeszliśmy szkolenie z zakresu jak, po co, ile, za ile i takie tam. Kości zostały rzucone. To mój i Męża kolejny pierwszy raz, bo w takie klocki jeszcze nigdy wcześniej nie graliśmy.

Na stole trochę słodkości stało, a pies, który żebrał i żebrał, lecz nic nie wyżebrał, w końcu wziął sprawy w swoje ręce (a raczej pysk) i sam się poczęstował paluszkiem ptysiowym, po czym uciekł do drugiego pokoju, by w samotności dokonać zakazanej konsumpcji.

Dyrektor Wykonawczy zamiast do specjalnego kubeczka wrzucił wszystkie kości do tego, w którym miał swoją kawę, a ja nie wiedzieć w jaki sposób w obu rozegranych w cztery osoby partiach, dwukrotnie zajęłam drugie miejsce. Wygrała oczywiście sąsiadka.

Może i dobrze, że wspomniany wujek tego wszystkiego nie widział, gdyż nikt z obecnych normalnie na pewno się nie zachowywał. Nasz śmiech słychać było chyba w całym bloku.

A punktację Męża (po lewej) oraz moją (po prawej) dostaliśmy na pamiątkę. Teraz Głos Rozsądku będzie mi tłumaczył na czym polega gra w kości. Bo ja tylko rzucałam.




Będąc na emigracji zakupiliśmy sobie takie magiczne drewniane pudełko, żeby się nie nudzić w długie i ponure angielskie wieczory. W środku znajdują się bierki, domino, karty. Kości też tam są, ale jakieś inne - ponoć pokerowe. No i teraz potrzebujemy instrukcję obsługi tego ustrojstwa.