Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 4 września 2015

2087. Poznanie

Pierwszy mail od Niej dostałam 26. października 2014. Potem były kolejne. Zawsze z ciekawością czekałam na tytuły, jakie im nadawała. Ale to treść była najważniejsza, choć niekiedy najbardziej wymowne bywało to, co zostało przemilczane pomiędzy słowami.

Rozmowy telefoniczne oraz wymiana zdjęć były naturalnym ciągiem dalszym, jakie napisało życie.

Pierwszy raz zobaczyłam Ją na żywo 2. września 2015. Znalazła chwilę czasu pośród spraw służbowych, które tu załatwiała, by się ze mną spotkać i wypić zieloną herbatę w kawalerce.

Ze śmiechem spostrzegłyśmy, że nasze buty były tego samego koloru, swetry miały identyczny fason, a kolczyki zamówiłyśmy w tym samym sklepie internetowym. Na półkach odkryła kilka książek, które ma u siebie w domu.

Ona okazała się być wyższa niż myślałam, a ja ponoć jestem szczuplejsza w rzeczywistości i mam "ooooogromne oczy".

Gdyby nie prezent, jaki mi podarowała, pomyślałabym pewnie, że Jej poznanie i pojawienie się było tylko snem.

czwartek, 3 września 2015

2086. Bilans

Dla nas - spowiedź u fantastycznego zakonnika, trzy wycieczki krajoznawcze, trzy długie spacery, wypad na działkę, odwiedziny właścicielki kawalerki, spotkanie z Czarodziejem, pizza z nowego miejsca, włoskie lody, testowanie smaków trzech melonów, buszowanie w lumpeksie, kupno i montaż nowej półki na książki, wizyta pana z elektrowni (odczyt prądu) oraz ze spółdzielni (podzielniki ciepła).

Dla mnie - kontakt z kadrami, telefoniczne rozmowy z podopiecznymi i jedna bardzo obiecująca z Czarodziejem, zakup krokomierza plus mnóstwo fajnych, własnoręcznie zrobionych zdjęć.

Dla Męża - załatwianie formalności związanych z przeniesieniem numeru komórkowego do innej sieci, kupno czerwonego etui na telefon i nakładek polaryzacyjnych na okulary, samotne wyjście na basen i do kina.

Jak na siedemnaście dni urlopu bilans całkiem niezły.