Kiedy przyniosłam do domu paprotkę, zastanawiałam się gdzie ją postawić. Na parapetach miejsca brak, więc rozważałam opcję na regale. W końcu zdecydowałam się na szafkę w kuchni. Tam ma i słońce i cień. Plus Pepe do towarzystwa. Nasz kanarek z nowym gościem przywitał się klasycznie - sprawdził czy nadaje się do jedzenia, ale teraz już kwiatka nie podgryza.
Razem z żoną Czarodzieja doszłyśmy do pewnych wniosków związanych z dziedziczeniem rodzinnych traum. Zakupiłam sobie nawet nową książkę, traktującą o tym temacie. Informacje w niej zawarte otwierają oczy na rangę epigenetyki - podobnie jak film, który kiedyś podlinkowałam na blogu.
A jak już przy książkach jestem, do stojących na półce części pierwszej i drugiej dorzuciłam jeszcze trzecią.
Dzisiaj - jak prawie co sobotę - była u nas mama, która usmażyła nam pyszne kotlety mielone na obiad. A za tydzień wybieramy się do niej na leczo.


