Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 3 lutego 2012

251. Nie oceniaj książki po okładce


Jeszcze do wczoraj cała Polska współczuła rodzicom półrocznej Madzi, która została porwana kilka dni temu. Od dziś zapewne rozpocznie się publiczna nagonka na matkę dziecka. Wiemy tylko tyle, ile obejrzymy w wiadomościach, usłyszymy w radio, przeczytamy w gazetach, czy w Internecie. Z tego właśnie powodu postaram się powstrzymać emocje, które aż we mnie kipią. Nie mnie bowiem oceniać postępowanie tamtej kobiety. Niech policja najpierw wyjaśni całą sprawę, niech matkę przebada psychiatra, niech porozmawia z nią psycholog. Jeśli jest winna - niech sąd wymierzy jej sprawiedliwość.
  
W dobie rozwoju środków masowego przekazu wszyscy mogą dotrzeć do wszystkich - wszędzie. Ludzie robią różne rzeczy, pokazują swoją prawdziwą lub sztucznie stworzoną tożsamość opakowaną na potrzeby odbiorców, którzy są ich targetem. Celowo posłużyłam się wydarzeniami z Sosnowca, w które wciąż nie mogę uwierzyć, bo najnormalniej w świecie nie mieści mi się to w głowie. Miałam nie koncentrować się jednak na emocjach. Trudne to, ale będę się starać, żeby nie przysłoniły mi one logicznego myślenia i analizowania.

Człowiek jest jedną wielką zagadką. Jest w stanie zrobić wiele dobra, lecz również wyrządzić tyle samo zła. Historia z upozorowanym, jak się dzisiaj wydało, porwaniem dziecka z wózka jest przykładem tego, do czego zdolni są ludzie. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, ale od samego początku, kiedy tylko dowiedziałam się o zaginięciu dziewczynki, nie było we mnie współczucia, lecz obojętność i niedowierzanie. Generalnie jestem wrażliwa na krzywdę, ból i cierpienie drugiej osoby, a wtedy nie było nic, zupełnie nic. Teraz już wiem czemu tak się działo. Kolejny raz dała znać o sobie intuicja i zapalona czerwona lampka.

Wiem, że są ludzie, którzy nie cofną się przed niczym i nikim, żeby tylko osiągnąć swój cel; że są bezwzględnymi manipulantami, pozbawionymi emocji i empatii, nie umiejącymi wczuć się w położenie innych. Wiem, że są ludzie, którzy tworzą swoją tożsamość; którzy wymyślają sobie sztuczne biografie; którzy posuwają się do rzeczy niewyobrażalnych, jak choćby uśmiercanie dziecka, które jest tylko i wyłącznie ich wymysłem. Są w tym niesamowicie wiarygodni - potrafią posłużyć się cudzymi zdjęciami - nawet tymi robionymi na cmentarzu. Wiele jest takich spraw, ale nie wszystkie wychodzą na jaw, bo wciąż znajdują się ci, którzy dają się nabrać i wykorzystać; którzy wpadają w sidła zastawione przez manipulantów. Niektórych jednak dosięga ręka sprawiedliwości.

Nie mam na myśli oszustów matrymonialnych, czyli Kalibabek XXI wieku. Chodzi mi o kobiety, które grają na ludzkich uczuciach posługując się wymyślonymi przez nie same historiami - o rzekomych dzieciach, które im zmarły; o tych, które żyją, ale są chore i potrzebują pieniędzy na leczenie. Niewiarygodne, lecz - niestety - prawdziwe. Dowiedziałam się o jednej takiej sprawie, która swój finał znalazła w sądzie - kilka lat udało się pewnej kobiecie oszukiwać innych. Ciąża, śmierć dziecka, poronienie, wreszcie wózek inwalidzki - wszystko było wytworem jej chorej wyobraźni. Ona odpowiedziała za swoje czyny, ale ile osób wpadło przez ten czas w jej sieci?

Ostrożność, ostrożność i jeszcze raz ostrożność. Ufam swojej intuicji. Staram się nie podejmować pochopnych decyzji - w myśl przysłowia - żeby nie oceniać książki po okładce. Poznaję człowieka, czytam między wierszami - szczególnie tu, w sieci. Czasem zapala mi się czerwona lampka. Nie lekceważę jej. Przeczucia mnie nie mylą.