Chyba najbardziej intensywny dzień naszego pobytu na Wyspie Sobieszewskiej. Tym razem za cel wędrówki obraliśmy wschodnią jej część, czyli Świbno, do którego dojechaliśmy autobusem. Potem już piechotą dotarliśmy na lasu, który był zaledwie preludium wyprawy. Po kilkuset metrach wyszliśmy nad Wisłę. Idąc ścieżką przy jej brzegu weszliśmy do rezerwatu przyrody Mewia Łacha.
Niedziela, turystów sporo. Może dlatego, że zaledwie dzień wcześniej w TVN24 został wyemitowany materiał na temat jednego z prawdziwych pasjonatów fok - Mikołaja Zybały. Krótki filmik do obejrzenia tutaj.
O Grupie Badawczej Ptaków Wodnych KULING pisałam już kilkakrotnie. Będąc na wydmach rezerwatu poznaliśmy jedną z edukatorek, która nie bacząc na oślepiające słońce i wciąż pojawiających się nowych turystów, przez kilka godzin cierpliwie tłumaczyła, objaśniała i odpowiadała na pytania zainteresowanych. Na miejscu znajdowała się luneta, przez którą każdy mógł podziwiać ptaki na łachach. Fok nie widziałam, ale to zdecydowanie nie była ich pora dnia.
Nieprzypadkowo zapewne miejsce edukacji usytuowane było tuż obok spalonej platformy widokowej (KLIK) przez ludzi, którym najwyraźniej przeszkadza obecność tych, którzy poświęcając swój czas, zajmują się ochroną lęgów ptaków, obrączkują oraz liczą ptaki wędrowne, a także pilnują, by nikt niepowołany nie naruszał terytorium należącego do ptaków i fok.
Tablic informujących czego nie wolno nigdy dość, gdyż podczas naszej bytności (pomimo widocznego zakazu) pojawili się tam ludzie z psami, a także przypadkowa para spacerująca wzdłuż brzegu morza na terenie rezerwatu. Przez chwilę nawet rozgorzała dyskusja co robić w takiej sytuacji. Pomysły były różne - od drastycznych ("odstrzelić"), przez łagodniejsze ("mandaty"), ale i tak chyba najlepszym rozwiązaniem jest edukacja, bo to od niej wszystko się zaczyna.
Hasło w folderze, który dostaliśmy z Mężem od edukatorki brzmi:
Pamiętaj. W rezerwacie to TY jesteś gościem. Ptaki i foki są tu gospodarzami.


