Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

wtorek, 8 października 2013

1.346. Dylemat

Opublikowane kiedyś przeze mnie "Posłanie do nadwrażliwych" nie traci ani na wartości, ani na znaczeniu. Niejednokrotnie było, jest i pewnie będzie jeszcze tematem wielu rozmów pomiędzy mną i Mężem. 

Ze swoją wrażliwością, a może i nadwrażliwością, często sobie nie radzę. Trudno jest mi wytłumaczyć siebie przed kimś, kto ma całkowicie inne priorytety życiowe - i nie mam tu na myśli Dyrektora Wykonawczego, bo on stara się i chce mnie zrozumieć, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna.

Od kilku dni mam dylemat, z którym nie wiem co począć i co zrobić. Z jednej strony ktoś o dobrym sercu, kto naiwnie wierzy i pomaga komuś, kto sprytnie nauczył się manipulować ludźmi i grać na strunach ich emocji. Powiedzieć temu pierwszemu, że swoją szczodrobliwość kieruje pod niewłaściwy adres, czy nie?

Czy ktoś, kto uważa się za biedaka pokrzywdzonego przez los, a przy tym ma całkiem nieźle urządzone mieszkanie, samochód, pracę i zdrową rodzinę, nie nadużywa zaufania innych, biorąc ich na litość, nie mając przy tym jakichkolwiek skrupułów, żeby naciągać ich na co tylko się da?

A może nie powinnam się przejmować, bo to nie moje małpy i nie mój cyrk? Tylko czemu w nocy nie mogę spać, bo analizuję każdą pojawiającą się myśl? I czemu ściska mnie w klatce piersiowej tak mocno, że tchu nie daję rady złapać, lewa ręka mi drętwieje, na czoło występują krople zimnego potu, a w głowie wiruje?

Wiem natomiast jedno - dla własnego zdrowia, zarówno tego fizycznego, jak i psychicznego, potrzebuję oddechu i wytchnienia od ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel.

Wolałabym nieraz nie wiedzieć, nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć. Byłoby mi łatwiej znieść podłość, oszustwa i manipulację.

Żeby nie kończyć tak pesymistycznie, odrobina nadziei na to, że są tacy, którym się chce pomagać innym - bezinteresownie.