Zupa dyniowa po raz drugi tej jesieni. Tym razem wyszła idealnie doprawiona, chociaż musiałam wyperswadować Mężowi pomysł z dodaniem do niej czosnku. Czasem mam wrażenie, że on chciałby go wpakować do wszystkiego, co je. No i nie użyliśmy blendera, chcąc sprawdzić jak smakują nierozdrobnione kawałki dyni. Jutro będzie wersja zmiksowana, gdyż zostało tyle, że spokojnie wystarczy nam na drugi obiad.
W zakupionym niedawno pudełku malinowej herbaty z kardamonem widać już dno, gdyż smak przypadł do gustu nie tylko mnie, lecz także Dyrektorowi Wykonawczemu i matce. Dzisiaj przyniosłam coś innego, czyli gruszkę z karmelem i klasyczną zieloną z jaśminem.
Postanowiłam także zadbać o twarz za pomocą czekoladowej maseczki z ekstraktem z kakao. Ciekawe czy jak ją sobie zaaplikuję, będę znowu wyglądać jak komandos, bo tak właśnie mówi Mąż kiedy mnie widzi w takiej chwili.
