Pisałam już kiedyś, że nienawidzę chodzić do kina. Mam na myśli te wszystkie nowe wynalazki ukrywające się pod hasłem multikin, multipleksów i tym podobnych. Zamiast multi, wolę mini. W tym przypadku szczególnie.
Mam awersję na reklamy. Nie odnajduję się w otoczeniu ludzi jedzących podczas seansu popcorn, pijących colę, spóźniających się, hałaśliwych i przeszkadzających innym.
Kiedyś, zanim poznałam Głos Rozsądku i zanim powstały owe multikina uwielbiałam chodzić do kina, bo miało ono swój klimat. Kameralnie, studyjnie, mała sala, niewiele osób, którzy wiedzieli po co tam przychodzą.
Z Dyrektorem Wykonawczym, jako prawowicie poślubionym Mężem w kinie byłam dwa razy. Właśnie w jednym z tych nowoczesnych przybytków. Raz była to adaptacja książki "Weronika postanawia umrzeć", a potem koncert U2 3D.
Dzisiaj, całkiem przypadkiem, przypomniałam sobie o istnieniu takiej małej salki, na której czasem odbywają się kameralne projekcje. Jako że od pewnego czasu namiętnie oglądamy z Mężem (dzięki VOD) filmy Woody Allena, poszliśmy więc na Blue Jasmine.
Cate Blanchett podbiła moje serce w tym filmie i jak do tej pory jest to moja ulubiona jej rola. Nie chcę przez to powiedzieć, że w dzisiaj obejrzanym obrazie coś było z jej grą nie tak. Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Idealnie oddała postać, w którą się wcieliła.
Jasmine jest zlepkiem kilku kobiet, które znam, gdyż trudno ich nie zauważyć. Można je odnaleźć zapewne w wielu paniach, których jedyną ambicją jest znaleźć bogatego i wpływowego męża, paplających bezustannie o modzie, projektantach i markach, siedzących za kierownicą luksusowych samochodów, obwieszonych jak choinki drogą biżuterią, których dzień wypełniony jest bywaniem w butikach, salonach piękności i klubach fitness. Ich mężowie w tym czasie robią nie zawsze legalne interesy i zdradzają je z innymi kobietami, ale one oczywiście udają, że tego nie widzą.
Oczywiście bardzo uprościłam ową charakterystykę postaci. Nie wszystkie bowiem cechy muszą się zgadzać. Realia mogą być różne, ale tak naprawdę chodzi tu o schemat - pomylenia poczucia własnej wartości z manią wielkości, wyniosłością i zarozumialstwem, które skutkuje postrzeganiem siebie oraz innych i wartościowania ich jedynie poprzez pryzmat pieniędzy.
Jakie były moje wrażenia? Po wyjściu z kina nie byłam zdziwiona, zaskoczona, czy poruszona. Dlaczego? Bo nie mam ani potrzeby, ani ochoty udawać i grać kogoś, kim nie jestem. Żal mi takich osób, gdyż przeważnie nawet nie zdają sobie one sprawy z tego jak groteskowe jest ich zachowanie - teatralne gesty, wystudiowana mimika twarzy i maniera w stylu "ą, ę, bułkę przez bibułkę".
Życie jest bardzo proste. Ale można je sobie skomplikować przymykając oko na realia. W zamian zaś stworzyć iluzję i nigdy, ale to przenigdy nie pozwolić sobie na prawdę. Kłamstwo, nawet ubrane w markowe ciuchy, przyozdobione platyną oraz diamentami i wsadzone do wypasionego auta, nie przestanie nim być. Żeby to zrozumieć, trzeba jednak chcieć zdjąć wreszcie maskę pozera i zacząć być sobą.
