Mąż, na prośbę szefa, zmienił sobie godziny pracy. Od tego tygodnia na stałe. Wychodzi wcześniej i wraca wcześniej. Jedyna niedogodność z tym związana to kwestia obiadów. Wpół do jedenastej nie jest dobrą porą. Tym bardziej wieczorem - wpół do dziewiątej.
I nie chodzi tu bynajmniej o mnie, lecz o Dyrektora Wykonawczego. Na razie jesteśmy w fazie testowej i powoli wychodzimy na prostą. Zresztą, jak zawsze, damy radę i z tym.
W tym miesiącu z konta poszedł ostatni przelew za pralkę, którą wzięliśmy na raty dwa i pół roku temu. Jesteśmy też już w połowie spłacania laptopa.
Codziennie wertuję portale z ofertami pracy. Wczoraj nawet wysłałam jedną aplikację. Sukces! Piszę o tym nie bez ironii, gdyż to, co jest dostępne, nijak się nie wpasowuje do tego, co potrafię - chociaż i tak dawno obniżyłam poprzeczkę.
Ostatnio rozmawiałam ze znajomym, który stwierdził, że skoro nie pogardzę pracą w sieciówkach jako sprzedawca, powinnam wykreślić ze swojego cv studia, zostawiając tylko liceum. Pozostaje jednak pytanie - a co z doświadczeniem zawodowym? No bo niby jakim cudem ktoś jedynie po maturze wykładał na uczelni wyższej, był nauczycielem w szkole średniej, czy pracował w korporacji na stanowisku tłumacza? To także mam wymazać?
Podobno wszystkie chwyty dozwolone jeśli komuś na czymś zależy. Ale co z sumieniem? Nie owijając w bawełnę - przecież wszystko to, co powyżej opisałam to najzwyklejsze oszustwo...
Może faktycznie jestem niedzisiejsza, ale przynajmniej uczciwa - nie tylko wobec innych, lecz przede wszystkim wobec samej siebie. Nie chcę kłamać - czy to takie dziwne w obecnych czasach?
