Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 20 października 2013

1.360. Zły przykład

Wczoraj zimno, dzisiaj gorąco. Niektórzy ludzie pozdejmowali kurtki i chodzili w T-shirtach. Mąż także niósł swoją przewieszoną przez rękę, a i tak było mu za ciepło w naprawdę cienkim swetrze.

Słońce wyjrzało zza chmur, a rośliny od razu zaczęły prezentować swoje weselsze oblicze. Jakby nabrały rumieńców - dosłownie i w przenośni.

Kiedyś pisałam, że Dyrektor Wykonawczy jest jak mały chłopiec kiedy widzi słodycze - co prawda jeszcze nie kwiczy, ale cała reszta zgadza się z piosenką...




Wata cukrowa to jakiś słodyczowy fetysz Męża, aczkolwiek ostatnią delektował się chyba podczas naszego tygodnia poślubnego w Krakowie, czyli ponad cztery lata temu, więc nie jest aż tak tragicznie. 

Siedział dziś Głos Rozsądku w parku na ławce, spożywając rzeczone węglowodany ręką (bojąc się o stan swojej podciętej przeze mnie rano brody), a kilkoro dzieci przechodzących obok natychmiast zaczęło domagać się podobnej waty od swoich rodziców. Taki duży, a zły przykład daje.