Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 27 października 2013

1.368. Godzinę wstecz

Moi zapobiegliwi i próbujący kontrolować wszystko rodzice poprzestawiali większość zegarów i zegarków w mieszkaniu (a mają ich po kilka w każdym pomieszczeniu) wczoraj rano, więc niejednokrotnie patrząc na którąś tarczę zastanawiałam się w jakiej strefie czasowej jeszcze (albo już) jestem.

Mąż i ja cofnęliśmy nasze zegarki również wczoraj, ale tuż przed pójściem spać, bo i po co robić to wcześniej? O swojej komórce zapomniałam, podobnie jak Dyrektor Wykonawczy o czasomierzu, który nosi na ręce.

Jakoś tak dziwnie zawsze się czuję po cofnięciu wskazówek. Godzina więcej. Jedyne zaskoczenie było po wyjściu z kościoła, bo na dworze zrobiło się już ciemno, a przecież tydzień temu panowała jasność. Nic to, trzeba się będzie przyzwyczaić do nowego rytmu. W tę stronę jest łatwiej niż na wiosnę.

Spacer był, ale mniej leniwy od tego sobotniego i bardziej nastawiony na dotarcie do ulubionego ciucholandu, w którym szukaliśmy dżinsów - każdy z nas dla siebie. Ja znalazłam - oczywiście wśród męskich, bo zawsze jest problem z długością damskich nogawek. Jakby na mnie szyte, idealnie leżą, nowe, z metką, a Mąż niestety jeszcze nie tym razem, ale on i tak jest w lepszej sytuacji, bo ma trzy pary, a ja dwie (w tym jedne grube - wyłącznie na zimę).

A na kolację była czekolada na gorąco. Z mlekiem.