Tuż przed wyjazdem nad morze, w ramach nagłego wypadku, znalazłam się na fotelu dentystycznym całkiem nowego lekarza - tego, który tak ładnie się do mnie zwracał "proszę pacjentki". Wróciliśmy znad Bałtyku już jakiś czas temu, a ów ząb trochę pobolewał. Nie zwracałam na niego większej uwagi, ale w tym tygodniu dał mi trochę popalić, więc wczoraj usiłowałam dodzwonić się do mojego stałego dentysty. Oczywiście bezskutecznie. Po chwili namysłu wybrałam numer do tego nowego. Miła pani przekazała telefon lekarzowi, który spytał o co chodzi, a potem zaprosił mnie na dzisiaj do gabinetu.
Poszliśmy razem z Mężem. Pół godziny przed umówioną godziną, bo wolę poczekać niż się spóźnić. W poczekalni nikogo, za to zza drzwi wychylił się doktor Adam i w ten sposób od razu usiadłam na fotelu - więc i żadnych zdjęć nie zdążyłam zrobić. Chyba mnie zapamiętał, bo nawet nie chciał oglądać RTG nieszczęsnego zęba.
Po moich opisach bólowych doszedł do wniosku, że moje dolegliwości nie są związane ani z miazgą, ani z ubytkiem, ani tym bardziej ze zgorzelą. Sam dokładnie objaśnił mi co odczuwałabym w przypadku każdego z powyższych - albo spuchłabym na twarzy, albo ból nasilałby się w nocy, albo ząb reagowałby na ciepłe potrawy, a ulgę przynosiłyby mu zimne, albo nie mogłabym się do niego w ogóle dotknąć. Nic z tych rzeczy u mnie się nie dzieje.
Powód jest jeden - zgryz urazowy. Oto odpowiedź. W sumie dobrze, że nic poważniejszego, gdyż dzięki temu na fotelu spędziłam jedynie z dziesięć minut, a stomatolog stukał, pukał, szlifował, sprawdzał, kazał zagryzać jakieś kolorowe folie i tak do oporu. Jeśli bóle wrócą, i ja mam wrócić do niego. Nie zapłaciłam ani grosza, co mnie zdziwiło, bo takiego przypadku nigdy jeszcze nie miałam. Cóż - jak widać można odebrać telefon, przyjąć pacjentkę w mniej niż 24 godziny od zgłoszenia, wyrobić się przed czasem i nie zainkasować za to kompletnie nic.
Uradowana i uspokojona, z Mężem za rękę, poszłam na długi spacer. Cudnie było - bardzo, bardzo ciepło, powietrze pachniało jesienią, wszyscy (my także) wygrzewali się w promieniach słońca i nawet błękitnego nieba mi nie było trzeba...


