Odkąd Mąż zmienił swoje godziny pracy, codziennie wychodzę razem z nim. Do sklepu, po zakupy, coś tam załatwić i przede wszystkim - na spacer. Potrzebuję świeżego powietrza i oddechu od tego, co dzień w dzień funduje nam w czterech ścianach ojciec. Wolę na to nie patrzeć, wolę tego nie słyszeć, wolę tam nie być - choć przez kilka godzin.
"Przestań być dobrą córką" - usłyszałam kilka miesięcy temu od pewnego zakonnika. Cztery słowa rozgrzeszenia, które mnie zaskoczyły i jednocześnie pozbawiły wyrzutów sumienia, jakie nie dawały mi spokoju. A jednak. Okazuje się, że dbanie o siebie nie jest wcale egoizmem. Krzepiące zdanie.
Moja wcześniejsza nienawiść, złość, a potem sarkastyczno-prześmiewcze podejście przeszły we współczucie i żal, jakie żywię do własnego ojca. Patrząc na to, co robi i jak się zachowuje, zastanawiam się jaki sens ma jego życie?
Gdybym miała we wszystkich mijanych na ulicy ludziach doszukiwać się wrogów, gdybym miała zionąć nienawiścią do Bogu ducha winnych gołębi za oknem, gdybym miała widzieć wszędzie czyhające na mnie zło tego świata, wolałabym się zabić, bo w żaden sposób nie dałabym rady tak żyć.
