Wczorajszy wiatr przywiał ze sobą niepokój. I choć uwielbiam jak wieje, jednak tym razem wolałam zagłuszyć ten dźwięk słowami ludzi, które popłynęły z ekranu laptopa. Gdyby nie zatyczki do uszu, pewnie bałabym się spać w nocy.
Dzisiaj bardzo chętnie wybrałam się z Mężem na spacer połączony z cotygodniowymi większymi zakupami spożywczymi, wpłaceniem na konto pieniędzy przeznaczonych na opłacenie rachunków oraz popatrzeniem po raz kolejny na lodowisko, które wyjątkowo było puste.
Wreszcie spadł śnieg. Nie jego namiastka, ale taki prawdziwy. Mimo ostrzeżeń Dyrektora Wykonawczego często nie szłam po wydeptanych śladach, ale wolałam zostawić swoje, odbite w śnieżnym puchu. Już w kozakach na nogach - po raz pierwszy w tym sezonie.
Grudniowy nastrój przedświąteczny jest miłym akcentem. Lubię patrzeć na bombki wiszące na choinkach w galerii handlowej, na uliczne dekoracje i na twarze Mikołajów, którzy są prawie wszędzie. W tym miesiącu jest właściwy czas, dlatego ich obecność mnie cieszy.
