- Miłego dnia - powiedziałam dziś rano wychodzącemu do pracy Mężowi.
- Powodzenia na rozmowie - usłyszałam od niego.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się zamykając za nim drzwi.
Współczuję tym, którzy są na tyle zabobonni, że nie chcą zapeszyć. Tym, od których przeważnie słyszy się "NIE dziękuję". Współczuję im, bo wkładają w ten jakże negatywny przekaz całą masę niepotrzebnej energii. Energię, którą mogliby spożytkować na coś znacznie lepszego dla nich samych - na wiarę w siebie.
Wierzę w swoje możliwości. Wierzę w swoje umiejętności. Wierzę w swoje zdolności. Wierzę w swoją siłę. Dlatego właśnie można ode mnie usłyszeć tylko "dziękuję". Bez "NIE".
Poszłam, porozmawiałam, umówiłam się na następną rozmowę. Zostałam podsumowana jednym zdaniem: "jest pani bardzo miłą osobą". "Dziękuję" - odparłam.
Kilka dni temu dostałam niespodziewany mail z zaproszeniem na kilkugodzinną (i całkiem darmową) konferencję, której tematyka bardzo mnie interesuje. Odpisałam, zgłosiłam chęć uczestnictwa, gdyż liczba miejsc jest ograniczona. Dzisiaj otrzymałam potwierdzenie. "Dziękuję" - wysłałam w odpowiedzi.
Nawet za te pomidory z mozzarellą (którą ledwo co spod nich widać), polane oliwą, z listkami świeżej bazylii - dziękuję.