Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 11 listopada 2019

2896. Święto Niepodległości

Obudziłam się dziś rano dopiero przed dziewiątą. Nie ma się co dziwić, bo jak nie za bardzo mogę spać w nocy, to logiczne, że nadrabiam potem.

Tuż po jedenastej pojechaliśmy z Mężem na onkologię. Tym razem sam ordynator oglądał i przemywał moją ranę po porcie. Pani pielęgniarka po mistrzowsku założyła opatrunek - do tej pory się nie odkleił.

Wpadliśmy do domu dosłownie na półtorej godziny. Zdążyłam schować wczorajsze pranie i wstawić nowe. Przebraliśmy się, spakowaliśmy dwa kajmaki, butelkę grzańca oraz kiełbasę i wsiedliśmy do samochodu znajomych, z którymi udaliśmy się na ognisko.

Miało się ono odbyć co prawda wczoraj, ale jako że lało cały dzień, koleżanka obdzwoniła wszystkich zainteresowanych i przełożyła je na dziś. To ta sama dobra dusza, która pochowała naszego Pepe pod mirabelką (zdjęcia poniżej) i która przyjeżdża po mnie na onkologię w nagłych sytuacjach.

Gdzieś pod tymi gałęziami leży sobie nasz kochany malutki Pepe

Cieszę się, że kilka godzin mogłam spędzić wśród ludzi ze swojej licealnej klasy i w innym niż onkologia miejscu. Chociaż oczywiście nie obeszło się bez pytań o moje zdrowie.


Każdy z uczestników dostał biało-czerwone wstążeczki do przypięcia - wszak dzisiaj przypada Święto Niepodległości. Było dużo dobrego jedzenia (w tym rogale marcińskie i gar grochówki).



A jutro wracam do ciężkiej pracy nad swoim zdrowiem - najpierw wizyta u anestezjologa na oddziale, a potem USG i decyzja czy konieczna jest biopsja zmiany w prawej piersi.