Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam jak Rudzielec boi się burzy nie za bardzo wiedziałam co robić. Cały się trząsł, otwierał pyszczek, wystawiał język i ciężko oddychał, a serce o mało co mu nie wyskoczyło.
W Karkonoszach Psiak dwukrotnie doświadczył burzy, ale że była z nami koleżanka behawiorystka, doradziła mi specjalne zawiązanie szalika wokół szyi i grzbietu Rudzielca, który faktycznie trochę się uspokoił.
Burza pojawiła się i wczoraj i dzisiaj. Psiak uciekł do łazienki i spędził tam sporo czasu. Dopiero jak poczuł się bezpiecznie, wyszedł ze swojej kryjówki. Na popołudniowy spacer nie chciał iść, a wieczorem musiałam go wziąć na ręce i znieść z czwartego piętra - tak się zapierał łapkami. Na dworze przekonał się jednak, że nic mu nie grozi i zaczął węszyć w trawie.
Jestem w stałym kontakcie z behawiorystką, dzięki czemu wiem co mam robić, a czego nie.
