W zeszłym roku zaczęliśmy z Mężem wrzucać do trzech skarbonek wszystkie monety o nominałach jeden, dwa i pięć złotych. Chciałam spełnić swoje marzenie o skoku ze spadochronem w tandemie. Dyrektor Wykonawczy też się do niego podłączył.
W międzyczasie - całkiem świadomie - zrezygnowałam ze skoku na rzecz adopcji psa, bo on był dla mnie o wiele ważniejszy. Głos Rozsądku - na szczęście - swoją decyzję podtrzymał.
Wczoraj opróżniłam skarbonki. Policzyłam dokładnie ich zawartość. Byłam zdumiona, że aż tyle uzbieraliśmy - sześćset sześćdziesiąt złotych po złotówce, trzysta dwadzieścia złotych po dwa złote i sześćset osiemdziesiąt złotych po pięć złotych - w sumie tysiąc sześćset sześćdziesiąt złotych.
W zaprzyjaźnionym osiedlowym sklepie spożywczym Mama z Dyrektorem Wykonawczym zamienili dziś pięćset złotówek na pięć banknotów po sto złotych. Niebawem zamienią i resztę monet.
Z tego co nam wiadomo skok wraz z pamiątkowym nagraniem i zdjęciami w ubiegłym roku kosztował tysiąc złotych. Tak więc nawet gdyby cena tej przyjemności wzrosła, Mąż śmiało może spełnić swoje marzenie - albo w tym albo w przyszłym roku (na czterdzieste urodziny) - wszystko zależy od rozwoju pandemii.
