Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 22 czerwca 2020

3092. Ciągle pada

Od kilku dni jak nie burze, to deszcz. I tak na okrągło. Ze względu na pogodę ograniczyliśmy Psiakowi wyjścia z trzech do dwóch, bo raz - że nie lubi moknąć, dwa - że boi się burzy, a trzy - że ma mocne zaworki jeśli chodzi o załatwianie potrzeb fizjologicznych.

W sobotę pojechaliśmy z Głosem Rozsądku do centrum. Wymyśliłam sobie jako prezent na imieniny torebkę, którą znalazłam w sieci, ale przed podjęciem decyzji chciałam ją jeszcze obejrzeć na żywo. W rzeczywistości okazała się być odpowiednia i teraz wisi na wieszaku w przedpokoju. Wygląda tak - klik.

Byliśmy też na lodach gałkowych, których nie jadłam od niepamiętnych czasów. Siedzieliśmy w ogródku na zewnątrz, bo generalnie jesteśmy naprawdę ostrożni jeśli chodzi o skupiska ludzkie - unikamy ich jak się da. Do supermarketu chodzimy późnym wieczorem, brakujące kosmetyki i ubrania zamawiam przez Internet - z dostawą do paczkomatu albo do pracy Małżonka.

Niedziela - niestety - była dniem sprzątania, odkurzania, ścierania kurzy, obcinania Głosu Rozsądku i prawdziwie domowego obiadu złożonego z mielonych kotletów, młodych ziemniaków oraz mizerii ze śmietaną. Na deser lody śmietankowe oraz miętowe z płatkami czekolady.

Wieczorem udało się nam przemknąć pomiędzy jedną a drugą falą opadów na pobliską łąkę, nazwaną przez Męża Łąką Rudzielca. Miziak uwielbia tam niuchać i biegać razem z Dyrektorem Wykonawczym. Tamto wyjście, w moim przypadku, zakończyło się osłabieniem, opadnięciem z sił, zadyszką i ciałem zlanym potem.

Kardiolog uprzedziła mnie, że na początku zażywania leku mogę czuć się gorzej niż dotychczas - mam nadzieję, że wyżej wymienione objawy to skutek przyzwyczajania się organizmu do pigułki. Ciśnienie wciąż nie spada - rano miałam 150/105. Głowa nie boli, serce nie kołacze, tylko się strasznie męczę i sił mi brak.

Dzisiaj byłam po raz pierwszy od czasu pandemii na rehabilitacji Hivamatem. Jutro kolejne spotkanie z ulubioną fizjoterapeutką, która będzie mnie również oklejać taśmą. Z moją piersią nie jest wcale źle, aczkolwiek był zrost, który - na szczęście - pękł pod palcami fachowca. No i sam zabieg nie jest zbyt przyjemny, ale jak ma pomóc, zniosę i to.

Po rehabilitacji poszłam odebrać dokumentację medyczną, a potem do apteki po maść z witaminą A, którą mam codziennie zabierać na Hivamat.