Wiesz, że nie jesteśmy normalni? - powiedziałam do Męża, kiedy staliśmy ponad dwadzieścia minut czekając na otwarcie lidlowskich drzwi. No bo kto normalny nastawia budzik na 5:30 tylko po to, żeby bladym świtem jechać autobusem do sklepu po upragnioną ramoneskę?
Warto było - nie tylko z powodu samej kurtki, ale i dla dwóch butelek słonego karmelu w promocji. Nie wspominając o fajnej porannej pogodzie i jeszcze wtedy rześkim powietrzu na dworze.
Dyrektor Wykonawczy poszedł wcześniej do pracy (i wcześniej też wyjdzie), bo dziś nie ma jego zmiennika. Świetnie się złożyło, gdyż na wieczór zaprosiła nas do siebie Czarnula, więc zjawimy się tam razem.
Nie pamiętam czy pisałam, ale jestem "matką chrzestną" jej wynajętego mieszkania, bo to ja znalazłam jej ogłoszenie w sieci, a ona na drugi dzień podpisała umowę. Teraz będę miała wreszcie okazję obejrzeć nowe lokum.
