Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

czwartek, 12 września 2019

2836. Są i przyjemności

Załatwiania urzędowego ciąg dalszy.

Z wczorajszym orzeczeniem udałam się do punktu obsługi pasażera komunikacji miejskiej. Na jego podstawie miła pani zapisała mi na karcie ulgę, czyli darmowe przejazdy autobusami dla mnie i opiekuna - znowu jak to brzmi...

Złożyłam w MOPR oświadczenie, że zrzekam się prawa do odwołania. Dzięki temu już dziś mogłam wypełnić wniosek o legitymację osoby niepełnosprawnej, która powinna być gotowa do odbioru za mniej więcej trzy tygodnie.

Dostałam zaświadczenie, że zrzekłam się prawa do odwołania. Dzięki temu w poniedziałek będę mogła złożyć wniosek o przyznanie mi zasiłku pielęgnacyjnego.

Nieoficjalnie dowiedziałam się, że ZUS wyda decyzję w sprawie świadczenia rehabilitacyjnego na podstawie złożonych wczoraj przez Męża dokumentów.

Byłam na badaniach krwi na onkologii. Mam dbać o jedyną żyłę w lewej ręce, z której jeszcze da się jako tako pobierać krew.

Odebrałam zamówioną w internetowej aptece maść na krwawienia z nosa (zalecenie chemioterapeuty) i na bliznę po założeniu portu (zalecenie chirurga), która wciąż się nie zagoiła.


Ale - żeby nie było że tylko urzędy i leczenie - był czas na przyjemności i relaks.

I tak na przykład wczoraj kupiłam sobie kurtkę przejściówkę - pikowaną, jasnoszarą, na suwak, bez kaptura - za jedyne 40 złotych w sieciówce. Żeby było śmieszniej, mama - nie wiedząc o mojej - nabyła dla siebie taką samą, tyle że w ilości sztuk dwóch - jasnoszarą i brudnoróżową. Nie wiem po co jej aż dwie, ale kto rodzicielce zabroni?

W innej sieciówce zaopatrzyłam się w mięciutkie (prawie jak kocyk) bluzy. A potem, w osiedlowym ciucholandzie, upolowałam sweter z szenili i dwie cienkie bluzki. Idealne na jesień, pod kurtkę przejściówkę.

Mam też nową torebkę w kolorze, którego zdjęcie nie jest w stanie oddać. Pomieszanie niebieskiego z zielonym. Nazwałam ją szmaragdową. Mieści format A4, a to ważne, bo teraz przeważnie wożę ze sobą jakieś papiery.


Odebrałam z paczkomatu nerkę dla Dyrektora Wykonawczego. Tak mu się spodobała, że już dzisiaj był z nią na zakupach.

Odbyłam kilka rozmów ze znajomymi i koleżankami, podczas których uśmiałam się prawie do łez.

Na onkologii umówiłam się z poznaną kilka tygodni wcześniej koleżanką i przyjechałyśmy do mnie na podsmażane gnocchi (pomysł Męża), herbatę, kawę oraz dwa rodzaje ciast - bo każda z nas była przygotowana. O kilkugodzinnej rozmowie nie wspominam, bo to oczywista oczywistość.

W prezencie otrzymałam trzy domowe soki własnoręcznej roboty (z bzu, aronii i czegoś jeszcze, ale nawet ofiarodawczyni nie była w stanie określić składu tego ostatniego).


Zadzwonił do mnie ulubiony doradca z PZU, który bardzo pomógł mamie i mnie po śmierci Taty oraz po wypadku rodzicielki. Przypomniał, że za kilka dni kończy się polisa mieszkaniowa. Tak więc w poniedziałek czeka mnie spotkanie z tym miłym człowiekiem.

A jutro - póki co - przynajmniej przez trzy godziny posiedzę na czterech literach w jednym miejscu, bo skoro piątek, to i następna chemia.