Normalnie nie mam jak i kiedy chorować. Raz, że nie jestem z gatunku tych, co będą leżeć i narzekać. Dwa, że mam sporo innych zajęć, które pochłaniają moją energię, myśli i czas. Trzy, że - jak Dyrektor Wykonawczy twierdzi - mam ADHD i padam dopiero jak mi się wyczerpują baterie.
Mąż przed południem pojechał zawieźć komplet wypełnionych wniosków wraz z kilkudziesięcioma stronami uzbieranej do tej pory rakowej dokumentacji medycznej do ZUS. Czyli sprawa nabierać będzie mocy prawnej odnośnie świadczenia rehabilitacyjnego.
Ja w tym samym czasie udałam się do MOPR, żeby dowiedzieć się o decyzję w kwestii orzeczenia o niepełnosprawności. Komisja przyznała mi stopień znaczny do końca września przyszłego roku.
Co prawda nie mam bladego pojęcia czemu symbol przyczyny niepełnosprawności to 09-M, czyli "choroby układu moczowo-płciowego" (źródło - klik), ale w sumie żaden symbol nie jest adekwatny i nie odpowiada rakowi piersi.
Dziwnie mi się czyta o sobie jako o kimś, kto jest niezdolny do pracy i wymaga stałej lub długotrwałej opieki i pomocy innych osób w związku z niezdolnością do samodzielnej egzystencji...
