Wenlafaksyna zaczyna działać - już nie mam drgawek, choć jeszcze mnie dusi. Nie bałam się wyjść z domu kiedy poszliśmy z Mężem po zakupy do supermarketu. A najlepsze jest to, że od przedwczoraj nie miałam żadnej fali. Znalazłam w sieci informację, że wenlafaksyna niweluje uderzenia gorąca wywołane przez Tamoxifen. Wygląda więc na to, że podwójnie zrobiłam sobie dobrze - i na psychikę, i na skutki uboczne hormonoterapii.
Kuchnia ogarnięta w całości - do wyrzucenia są cztery kartony pełne starych talerzy, garnków, patelni, pokrywek i cała masa innych rzeczy. Dyrektor Wykonawczy i Mama dali radę. Ja również - jako ciało decyzyjne - tak mnie bowiem nazwali.
Maluch na dobre się zadomowił - lata najczęściej w naszym pokoju (ulubionym jego miejscem są drzwi oraz półka z książkami), ale dzisiaj zrobił "oblot" małego i dużego pokoju, a także próbował wlecieć do kuchni.
Jutro wybieramy się na krótki spacer w samo południe. Razem z Rodzicielką, która na wieść o czekającym ją wyjściu aż podskoczyła z radości.
