Przed południem zadzwonił do mnie Czarodziej - z prośbą o korektę jego artykułu na temat sposobów radzenia sobie z pandemią koronawirusa. Połączyłam więc przyjemne z pożytecznym, poczytałam mądre rady zanim zostaną wydrukowane i miałam zajęcie dla rąk oraz głowy. Aczkolwiek poprawianie po Maestro kosztowało mnie skonsumowaną tabliczkę mlecznej czekolady.
Koleżanka, o której wczoraj wspominałam, jest już po operacji. Dzwoniła do mnie - czuje się dobrze, ale nie wolno jej dzisiaj ani jeść, ani pić, ani wstawać. Leży zacewnikowana, zmieniają jej tylko kroplówki. Wczoraj miała jedną lewatywę, a rano drugą. A ja naiwnie myślałam, że laparoskopowe usunięcie jajników nie wiąże się z takimi dodatkowymi "atrakcjami".
