Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 11 maja 2012

408. Trzy tematy


Zbieram się do tej notki od czasu powrotu z Rzeszowa. Podczas jazdy w obie strony dużo rozmawialiśmy z Sąsiadem. Trzy tematy były jednak dominujące: rodzina, wiara i dar słowa.

Opowiedziałam o stryju, który się do mnie nie odezwał po tym, jak napisałam do niego. Sąsiad namawiał mnie na wykonanie telefonu. Nawet sam chciał to zrobić, ale wiem, że ruch należy do mnie. Nie mogę się nikim wyręczać. Zdaję sobie sprawę, że stryj jest ostatnią osobą, od której mogę się czegoś dowiedzieć o swojej rodzinie ze strony ojca. Przed zadzwonieniem powstrzymuje mnie wciąż lęk przed odrzuceniem. Boję się, że - być może - stryj jest tak samo zatwardziały jak ojciec i że to, co zaszło między nimi, przeniósł również na mnie. Dopóki z nim się nie skontaktuję, będę żyć w niewiedzy i nieświadomości. Z racji na jego podeszły wiek mogę nie mieć zbyt wiele czasu na podjęcie decyzji o telefonie do niego. Na pożegnanie, pod drzwiami mieszkania, usłyszałam od Sąsiada: "następnym razem zawiozę cię do..." (tu padła nazwa miasta, w którym mieszka stryj). Tak się bowiem składa, że i w tamtym miejscu ma on swoje sprawy służbowe. Pisałam już, że mam szczęście do ludzi, prawda?

O wierze ciężko mi pisać, bo jest to dla mnie temat niezwykle intymny. Ci, z którymi go poruszam, wiedzą dlaczego. Ostatnio długo rozmawiałam o tym na Skype z Agatą. Nie mogę więc przemilczeć, że na każdym kroku sprawdzają się słowa, które kiedyś przeczytałam, a które mówią, że "Bóg przemawia do nas na różne sposoby: przez drugiego człowieka, wydarzenia z życia, ale szczególnie w ciszy". Spotykam na swojej drodze wiele cudownych osób. Dzieją się w moim życiu różne rzeczy. Staram się słuchać, obserwować i czerpać naukę. Daję też sobie czas na pobycie w ciszy, którą lubię i której niczym nie zagłuszam.

Sąsiad powiedział mi coś, co mnie prawie wbiło w fotel. Dokładnie to samo bowiem usłyszałam od Męża zaledwie kilka dni wcześniej - że mam niesamowity dar słowa, którym mogę pomóc (i ponoć pomagam) innym. Podobno to, co piszę i to, co mówię, może mieć ogromny wpływ na innych ludzi. Po raz kolejny dotarła do mnie świadomość i ciężar odpowiedzialności z tym związany. Aż sobie westchnęłam, jakbym chciała spuścić powietrze z balonika. A Wy co o tym sądzicie?