Chyba z przekory zacznę kibicować nie tym, którym chcę, bo jakoś się tak dziwnie składa, że moje sympatie nie przekładają się na wyniki spotkań. Albo jest remis (jak w przypadku Hiszpanii), albo przegrana mojej ukochanej Irlandii.
Dzisiaj sercem jestem ze Szwedami - chyba najprzystojniejsi faceci na świecie - mam słabość do blondynów - im jaśniejszy, tym fajniejszy. Zawodników Anglii nie darzę sympatią, więc stanę murem za Francuzami.
Mąż w pracy, zatem nie będzie mi przeszkadzał. Złośliwa się bestia zrobiła. Siedział w weekend obok mnie i wspierał drużynę przeciwną. Celowo i z premedytacją to robił. Zapytałam go czy chce, aby pokój panował w naszej rodzinie. O pytaniach, które znowu zadawał w kwestiach wiadomych, nie wspomnę, bo i tak już dostał za swoje kilka postów temu.