Nie przepadam za dyskusjami przed, w trakcie i po meczu wszelakiej maści speców od futbolu. Dlatego unikam ich jak mogę. Wczoraj nie dałam rady. Chciałam mieć pewność, że zobaczę spotkanie Polaków z Rosjanami od momentu tych wszystkich fajnych obrazków z autokaru, szatni i oczekiwania na wejście na boisko.
Myślałam, że jak się jest w telewizji i nie stało się to za sprawą przypadkowej łapanki z ulicy, to wypadałoby umieć poprawnie mówić. A tu proszę - nie kto inny, jak wielki bramkarz Jerzy Dudek używa nieistniejącego czasownika "włanczać", a potem jeszcze wspomina o meczu Anglii ze Szwecją, który rzekomo miał miejsce dzień wcześniej. Tak się składa, że oni dopiero ze sobą zagrają w najbliższy piątek, ale może Dudek jest jasnowidzem i wie coś więcej i naprzód?
Jestem wyczulona, może nawet przeczulona, ale jak ktoś komentuje coś publicznie dla całej Polski (i nie tylko), wolałabym, żeby nie przynosił wstydu własnemu krajowi. Podczas transmisji nagminne było "wziąść" - na szczęście nie z ust pana Szpakowskiego, a jego kolegi.
Błaszczykowski strzelił piękną wyrównującą bramkę i dzięki temu jest jeszcze szansa na wyjście z grupy. Wszystko zależy od wyniku meczu z Czechami, który najbezpieczniej byłoby wygrać. Nasi sąsiedzi pokonali co prawda Greków, ale dopóki piłka jest w grze, wszystko się może zdarzyć.