Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

środa, 13 czerwca 2012

461. Fortepian


Stał sobie dostojnie w salonie przez kilkadziesiąt lat. Ot, pamiątka rodzinna. Grał na nim dziadek, potem jego córka, a następnie jej dzieci, które, jak to zwykle bywa, w pewnym momencie wyjechały do większego miasta, gdzie mieszkają do dziś, sami będąc już rodzicami.

Sielanka trwała w najlepsze. Dzieci z wnukami gościli w domu rodzinnym w każde święta. Fortepian od dawna stał bezużyteczny, bo nikt nie kwapił się, żeby na nim grać. Do czasu kiedy najmłodszy wnuczek zaczął przejawiać zainteresowanie i talent w tym kierunku. Ojciec dziecka zapytał więc rodziców, czy mógłby zabrać instrument do siebie, by mały miał na czym ćwiczyć. Dziadkowie zgodzili się bez problemu.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż akt darowizny dla wnuka przeprowadzili w całkowitej konspiracji przed swoją córką. Gdy ta dowiedziała się o całej sprawie, zrobiła rodzicom awanturę i zaczęła się licytacja kto, komu, ile, kiedy, dlaczego i po co pomógł. Wyszło przysłowiowe szydło z worka - że brat od zawsze był faworyzowany, że jemu rodzice dawali więcej, że ona jest pokrzywdzona i że też chciała zabrać fortepian do swojego ogromnego mieszkania.

Nagle, w jednej chwili, wszyscy zaczęli się interesować czymś, co przez wiele lat służyło jedynie za element wyposażenia wnętrza. Amatorów grania oraz melomanów przybywało z każdym dniem. Jeden stary instrument skłócił całą rodzinę.

Niesnaski i przepychanki trwają do dziś. Dziadkowie spisują testament, w którym skrupulatnie zaznaczają co komu jest przypisane po ich śmierci. Siostra z bratem drą przysłowiowe koty, wypominając jedno drugiemu różne sprawy z przeszłości. Ich współmałżonkowie są posądzani o pazerność przez teściów,  którzy żałują, że nie zmusili ich do podpisania intercyzy. A wnuczek spokojnie sobie gra na fortepianie, który prawnie jest już jego własnością.