W natłoku wrażeń związanych z EURO 2012 zapomniałam napisać o naszym weekendowym wyjeździe do Krakowa. Jutro rano powitają nas gościnne wagony PKP, za którymi zdążyłam się już stęsknić od października - od czasu pamiętnego powrotu z Blog Forum Gdańsk.
W dawnej stolicy Polski byliśmy z Mężem w sumie trzy razy - dwa na samym początku naszej znajomości, a trzy lata temu przez tydzień - w trakcie naszego tygodnia poślubnego. Wtedy zorganizowaliśmy sobie całą masę atrakcji, jak choćby lot balonem widokowym. Nawet Tatry zobaczyliśmy z lotu ptaka. Bałam się okrutnie, bo ja raczej do ziemi ciągnę niż do nieba i więcej bym chyba się nie zdecydowała, ale dałam radę strachowi spojrzeć w oczy.
Teraz będzie nasz wspólny czwarty krakowski raz. Jestem ogromną fanką pojazdów szynowych wszelkiego rodzaju (stąd deklarowana na wstępie miłość do PKP), więc i przejażdżka tramwajem mnie nie ominie. Powinnam chyba być motorniczą/motorniczym (?)
Mąż niedługo pójdzie do pracy, a pakowaniem zajmę się oczywiście ja. On jest bezproblemowym człowiekiem, co mu naszykuję, założy, więc nawet nie muszę się z nim konsultować. Poza tym, to ja jestem odpowiedzialna za utrzymywanie porządku w szafach i pawlaczach. Dyrektor Wykonawczy nawet nie pamięta co w nich ma. Najlepszy jest jego okrzyk jak coś mu wyciągam z przepastnych czeluści regału: "to ja mam taką koszulę/bluzę/sweter/T-shirt/spodnie*? (*niepotrzebne skreślić).
Wprawę w pakowaniu mam taką, że mogłabym się tym zajmować zawodowo. Żadna przestrzeń w walizce, czy torbie nie pozostanie pusta i bezużyteczna. Ale miało być o niezbędniku. Są takie rzeczy, bez których się absolutnie nigdzie nie ruszę i pamiętam o nich zawsze i przed każdym wyjazdem.
Pieniądze, dowód osobisty i podbita legitymacja ubezpieczeniowa stanowią bazę wyjściową. Do niej dokładam inhalatory oraz inne obowiązkowe leki. Potem zatyczki do uszu i kilka par skarpetek - bez tych dwóch rzeczy nie zasnę. Aparat fotograficzny z zapasowymi akumulatorkami i ładowarką plus komórka, no i notes oraz długopis - bloger musi być zawsze zwarty i gotowy, żeby pomysł nie uciekł. Dopiero potem ciuchy, buty i kosmetyki - wreszcie ktoś wymyślił mini produkty i nie trzeba targać dużych opakowań. Kanapki na drogę, coś do picia, pozytywne nastawienie do ludzi i życia, uśmiech na twarzy oraz Mąż przy boku i można jechać.