W ubiegłym tygodniu widziałam się z Trzecią. To było nasze drugie spotkanie od czasu reaktywacji znajomości. Jeśli będzie się ona rozwijała tak, jak rośnie kwiatek, jaki od niej dostałam, będzie naprawdę super. Najpierw ja podarowałam jej roślinkę, a potem od niej dostałam dziecko tamtej, które po przesadzeniu do większej doniczki, rośnie jak na drożdżach, a niczym poza wodą go nie podlewam.
Wczoraj wreszcie zobaczyłam się też z Pierwszą - po ponad dwóch miesiącach milczenia z jej strony. Wysyłałam do niej sms-y, maile, dzwoniłam. W kosmos, bo ona nie reagowała, a ja zachodziłam w głowę co się stało. Ochrzaniłam ją za takie zachowanie. Rozumiem, że każdy ma prawo do schowania się do swojej jaskini, ale wystarczy o tym napisać i wtedy się nie martwię czy ona jeszcze żyje i co się z nią dzieje.
W trakcie spotkania z Pierwszą, zadzwoniła Druga, ale nie pogadałyśmy, bo nie mogłam. Potem do niej oddzwoniłam, ale jej dzieciak się właśnie obudził i znowu umknęła nam okazja do rozmowy. Zdążyłyśmy tylko się dowiedzieć, że nic złego u żadnej z nas się nie dzieje, więc jest dobrze.
Autostopowicz obchodził wczoraj trzydzieste urodziny. Mężowi przyznał się, że ostatnio znowu musiał pokazać dowód jak kupował piwo. Dobre sobie - siedemnastki bym mu jednak nie dała. Życzyłam mu jak najwięcej pomysłów na zwiedzanie. On sam odlicza już dni do kolejnego wyjazdu - tym razem do Samarkandy. Nie wiecie gdzie to jest? Nie przejmujcie się - też nie miałam pojęcia jak mi napisał. Uzbekistan - tam go autostop zawiezie na jego najdłuższą i najdalszą wyprawę w życiu.