Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

czwartek, 11 kwietnia 2013

1.070. Wysłuchaj

Zanim zaczniecie czytać to, co sama mam do powiedzenia w temacie i jakie przemyślenia powstały pod wpływem linku, który wczoraj poleciła mi Agata, chciałabym, żebyście zapoznali się z tekstem, od którego tak naprawdę wszystko się zaczyna - Nie słuchamy, ale udzielamy rad.

Wniosków wyciągnęłam kilka, a na jeden zwrócił mi uwagę Mąż, z którym podzieliłam się powyższym artykułem. I zacznę właśnie od tego ostatniego. 

Jednej rzeczy zabrakło, a mianowicie różnicy obu płci w podejściu. Mężczyzna przeważnie podchodzi zadaniowo - jest problem, trzeba go rozwiązać i jeśli zwierza się komuś (brawa za odwagę wyjścia z jaskini) z tego, co go nurtuje, robi to właśnie po to, by usłyszeć od swojego rozmówcy co można w danej sytuacji zrobić i jak z niej wyjść. Kobieta, przede wszystkim, pragnie podzielić się swoimi emocjami, szuka bratniej duszy, oczekuje wsparcia. Najczęściej do tego celu wybiera przedstawicielkę tej samej płci. Solidarność jajników, ot co.

Zderzyłam się jak z pociągiem już zaraz na początku podlinkowanego tekstu. Zobaczyłam siebie, czyli Ciocię Dobra Rada, która w większości postępuje dokładnie tak, jak zostało to opisane. Przed oczami stanęły mi różne rozmowy z różnymi osobami. Uzmysłowiłam sobie swoje błędy. Mam doskonałą nauczkę na przyszłość. Obiecałam sobie, że jeśli ktoś będzie mi się z czegoś zwierzał, najpierw zawsze dam mu się wypowiedzieć. Będę słuchać cierpliwie i uważnie. Ugryzę się trzy razy w język i kopnę dwa razy w kostkę zanim zacznę się wymądrzać i cokolwiek komukolwiek radzić bez pytania i pozwolenia. Poczekam spokojnie.

Dotarło też do mnie dlaczego w pewnym momencie tak bardzo zaczęły mi przeszkadzać komentarze u siebie na blogu, które ostatecznie wyłączyłam. Właśnie z powodu owych "dobrych rad", które niektórzy zostawiali pod notkami. Rad, o które nie prosiłam. Rad, na które nie czekałam. Rad, które nie były mi do niczego potrzebne. Pisząc, chciałam zostać wysłuchana, a raczej "wyczytana". Tylko tyle albo aż tyle.

Wchodząc na inne blogi, czytam posty oraz zamieszczane pod nimi komentarze. Bardzo rzadko zostawiam ślad po sobie, choć kiedyś było inaczej. Co się zmieniło? Jakiś czas temu pewna sympatyczna kobieta spytała mnie czy nie mam potrzeby wypowiedzenia się na poruszany przez danego autora temat. Już nie. Wybieram milczenie. Wolę pomyśleć i zastanowić się jeśli coś mnie frapuje. Jako czytacz zajmuję obecnie pozycję tego, który wysłuchuje i wyczytuje, a nie radzi.

Jeden tekst, a - jak widać - poruszył we mnie kilka istotnych kwestii. Dobrze, bardzo dobrze. Zrozumiałam. Siebie oraz innych. I teraz sama mogę wreszcie o coś poprosić - wysłuchaj, wyczytaj, nie doradzaj. Uszanuj to, proszę.