Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

1.078. Codzienność

Okno uchylone, ale zasłonięte, gdyż promienie słoneczne oślepiają mnie, odbijając się od monitora. Porządków ciąg dalszy. "W każdym kątku po dzieciątku" - gdzie nie zajrzę, tam coś do zrobienia. Doszło do tego, że mam poczucie winy jak nie przejrzę choćby jednej szuflady, czy pawlacza każdego dnia. W weekend zrobiłam sobie dyspensę i wcale się dobrze z tym nie czułam.

Mąż wyniósł dziś kilka najbardziej opasłych książek do biblioteki. Do końca tygodnia będzie jeszcze miał co nosić. A to i tak tylko te pozycje, które poszły od razu, na pierwszy ogień, prawie bez zastanowienia i protestu. Co do innych, daję sobie czas do namysłu, przetrawienia i pożegnania się z nimi.

Dzięki segregacji robi się więcej miejsca na półce. A będąc przy tej ostatniej - już mamy na nią chętnego (oddajemy za darmo koledze Głosu Rozsądku), bo nam się raczej nie przyda. Wyrzucić szkoda, gdyż jest w dobrym stanie. No i przyjechała z nami aż z Anglii. Poza tym, wciąż są jeszcze dwie inne. Jedna i tak całkiem pusta.

Kilka drobiazgów podarujemy Marc'owi kiedy nas odwiedzi. Jest też coś dla jego córki, która pewnie się ucieszy z tego, czym mogę i chcę się z nią podzielić. Mamy też przygotowany plan A, B i C, czyli to, co warto pokazać przyjacielowi Męża, a czego jeszcze nie widział podczas trzech ostatnich pobytów w naszym mieście. No i coś na ząb, czyli typowa polska kuchnia, bo Marc, choć jest fanem jedzenia śmieciowego (co po nim widać z daleka), u nas próbuje rodzimych potraw. Bardzo smakował mu żurek z jajkiem i kiełbasą.

Dyrektor Wykonawczy nie poszedł w sobotę na basen, ale sam podjął taką decyzję - w trosce o swoje zdrowie, bo się biedaczysko przeziębił. Najpierw drapało i łaskotało go w gardle, a potem zrobił się wielce pociągający, więc nie ryzykował. Wpadł za to na pomysł popływania razem z Marc'iem. Sam zainteresowany jeszcze nic nie wie i ciekawa jestem co powie. Ja mogę sobie na nich co najwyżej popatrzeć zza szyby, chociaż Mąż kupił mi ostatnio jednoczęściowy kostium kąpielowy - tak na wypadek i na zaś, gdyby we wrześniu była słoneczna pogoda nad morzem.

Salon CCC uznał reklamację butów Dyrektora Wykonawczego i w ciągu najbliższych trzech miesięcy może on wymienić je na co tylko chce, a co jest w ofercie sklepu - choćby na damskie obuwie, torebkę albo biżuterię. Ważne, by kwota nie była niższa, ale taka sama lub wyższa. Dzisiaj dyskutowaliśmy w tym temacie i jak na wcielających w życie minimalizm przystało, każde uparcie twierdzi, że nic nie potrzebuje.

Nabyliśmy za to klapki na basen dla Męża, gdyż tu innego wyjścia nie było. Na bosaka w takim miejscu lepiej nie chodzić. Nie śmierdzą, bo wąchałam przed zakupem. Niestety - teraz tak trzeba, choć wiem, że dziwnie wygląda ktoś (czyli ja), kto wykonuje taką czynność.

Wciąż nie znamy jeszcze losów reklamowanej pary klapków oraz czajnika, ale niebawem powinniśmy i w tych kwestiach mieć jasność sytuacji.