Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

czwartek, 5 września 2013

1.304. Dzień drugi

Kto rano wstaje (o szóstej), ten marudzi (Mąż), a potem idzie na groblę (oboje). Wymarsz około dziewiątej rano. Pogoda piękna, zero wiatru, za to słońce i na początku bezchmurne niebo. Nie udało się nam przejść przez nią we wtorek, ale wczoraj nie było już żadnego problemu.

Myślałam, że będzie gorzej, bo przecież ja cykor jestem i wody boję się okrutnie, ale dałam radę bez lęku i obaw. Przyznam, że przejście robi wrażenie. W jednym miejscu trzeba maszerować po pojedynczych kamieniach, ale widoki dookoła rekompensują wszystko.

Cisza, spokój, Wisła Śmiała po lewej, a Ptasi Raj po prawej stronie. Na samej grobli wygrzewają się łabędzie i ptaki. Krzaki dzikiej róży odrobinę utrudniają wędrówkę, ale obcowanie z naturą jest bezcenne. Znowu czułam się intruzem nie w swoim królestwie.

Przeszliśmy groblą na brzeg Wyspy Sobieszewskiej od strony morza. Naszym celem był cypel zwieńczony falochronem. Po drodze czułam się jak bohaterka "Ptaków" Hitchcock'a - drzewa były od nich wręcz czarne, a ich odgłosy zagłuszały nawet szum morza. Chcąc nie chcąc wypłoszyliśmy je. Odlatywały robiąc spory wiatr.

Na końcu cypla weszliśmy po drabinie na coś w rodzaju punktu widokowego. Stamtąd podziwialiśmy bezmiar morza, a także mieliśmy niezły widok na Górki Zachodnie, Narodowe Centrum Żeglarstwa, a nawet plażę w Stogach.

Wzdłuż falochronu wróciliśmy na teren ptaków i udaliśmy się w kierunku plaży. Pięknie tam było - mnóstwo muszelek i bursztynków. Nie szukając nawet znalazłam całkiem spory okaz. Niewiele osób spotkaliśmy po drodze. Na niektórych odcinkach byliśmy tam tylko my.

Plażą doszliśmy do lasu, wchodząc jednocześnie na skraj rezerwatu, a potem wyszliśmy prawie na Bar Przystań "Ptasi Raj". Po czterogodzinnej wędrówce byliśmy głodni jak wilki, więc zjedliśmy pyszny obiad i wróciliśmy na naszą kwaterę.

Długo tam nie zabawiliśmy, gdyż spontanicznie i znienacka zostaliśmy porwani do Torunia, gdzie nigdy jeszcze nie byliśmy, nie licząc oczywiście mijania go podczas podróży pociągiem. W miłym towarzystwie zjedliśmy fantastyczne pierogi i pospacerowaliśmy urokliwymi uliczkami, a potem pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda Malbork nocą.

Do Sobieszewa dostaliśmy się promem, co też było dla nas nie lada atrakcją i naszym kolejnym pierwszym razem. Po powrocie padliśmy jak muchy i nawet nie miałam siły na napisanie jakiejkolwiek notki.

Z tej kamery całkiem nieźle widać zarówno groblę, jak i inne miejsca, które wczoraj odwiedziliśmy - klik.










Trasa naszej wędrówki na groblę i z powrotem wyglądała tak: