Kto rano wstaje (o szóstej), ten marudzi (Mąż), a potem idzie na groblę (oboje). Wymarsz około dziewiątej rano. Pogoda piękna, zero wiatru, za to słońce i na początku bezchmurne niebo. Nie udało się nam przejść przez nią we wtorek, ale wczoraj nie było już żadnego problemu.
Myślałam, że będzie gorzej, bo przecież ja cykor jestem i wody boję się okrutnie, ale dałam radę bez lęku i obaw. Przyznam, że przejście robi wrażenie. W jednym miejscu trzeba maszerować po pojedynczych kamieniach, ale widoki dookoła rekompensują wszystko.
Cisza, spokój, Wisła Śmiała po lewej, a Ptasi Raj po prawej stronie. Na samej grobli wygrzewają się łabędzie i ptaki. Krzaki dzikiej róży odrobinę utrudniają wędrówkę, ale obcowanie z naturą jest bezcenne. Znowu czułam się intruzem nie w swoim królestwie.
Przeszliśmy groblą na brzeg Wyspy Sobieszewskiej od strony morza. Naszym celem był cypel zwieńczony falochronem. Po drodze czułam się jak bohaterka "Ptaków" Hitchcock'a - drzewa były od nich wręcz czarne, a ich odgłosy zagłuszały nawet szum morza. Chcąc nie chcąc wypłoszyliśmy je. Odlatywały robiąc spory wiatr.
Na końcu cypla weszliśmy po drabinie na coś w rodzaju punktu widokowego. Stamtąd podziwialiśmy bezmiar morza, a także mieliśmy niezły widok na Górki Zachodnie, Narodowe Centrum Żeglarstwa, a nawet plażę w Stogach.
Wzdłuż falochronu wróciliśmy na teren ptaków i udaliśmy się w kierunku plaży. Pięknie tam było - mnóstwo muszelek i bursztynków. Nie szukając nawet znalazłam całkiem spory okaz. Niewiele osób spotkaliśmy po drodze. Na niektórych odcinkach byliśmy tam tylko my.
Plażą doszliśmy do lasu, wchodząc jednocześnie na skraj rezerwatu, a potem wyszliśmy prawie na Bar Przystań "Ptasi Raj". Po czterogodzinnej wędrówce byliśmy głodni jak wilki, więc zjedliśmy pyszny obiad i wróciliśmy na naszą kwaterę.
Długo tam nie zabawiliśmy, gdyż spontanicznie i znienacka zostaliśmy porwani do Torunia, gdzie nigdy jeszcze nie byliśmy, nie licząc oczywiście mijania go podczas podróży pociągiem. W miłym towarzystwie zjedliśmy fantastyczne pierogi i pospacerowaliśmy urokliwymi uliczkami, a potem pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda Malbork nocą.
Do Sobieszewa dostaliśmy się promem, co też było dla nas nie lada atrakcją i naszym kolejnym pierwszym razem. Po powrocie padliśmy jak muchy i nawet nie miałam siły na napisanie jakiejkolwiek notki.
Z tej kamery całkiem nieźle widać zarówno groblę, jak i inne miejsca, które wczoraj odwiedziliśmy - klik.
Trasa naszej wędrówki na groblę i z powrotem wyglądała tak:






