Wcięło mnie na kilka godzin. Zaczytałam się w swoich własnych słowach sprzed dziewięciu już lat. Mniej więcej z tego okresu, jaki jest teraz, czyli od października do grudnia. Dziwnie się czyta samą siebie. Wielu rzeczy nie pamiętałam, jeszcze inne mi się przypomniały...
A wszystko "przez" Męża, który został zakwalifikowany na grupę terapeutyczną. Oznacza to, iż jest on gotowy stawić czoła temu wyzwaniu. I tak, po nitce do kłębka, sama sięgnęłam do swoich grupowych początków spisywanych najpierw w zeszytach, a przepisanych później na komputerze.
I tyle przemyśleń we mnie teraz powstało, że aż słów mi zabrakło...