Dzisiaj po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę - nawet dwukrotnie, bo raz w sklepie, a drugi z głośnika przy lodowisku. Jak szaleć, to szaleć, a co! Niniejszym, sezon przedświąteczny uważam za rozpoczęty.
Pięknie było na spacerze. Mróz, słońce, żadnego wiatru. Wymarzona pogoda na założenie łyżew, chociaż, póki co, z nutką zazdrości jedynie popatrzyłam na cztery ślizgające się na lodzie osoby, ale przecież trudno się spodziewać tłumów w samym środku dnia.
Moja ulubiona pogoda. No, może do pełni radości brakuje mi tylko śniegu.
