Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

czwartek, 6 lutego 2014

1.494. Z dystansu

Chodzę jak naćpana. Wszystko przez jeden z trzech leków, które dostałam od doktora Tomasza. Na kręgosłup pomaga, ale ruszam się po nim jak mucha w smole i refleks zerowy, a ruchy spowolnione. Przed snem jeszcze pół biedy, bo świetnie się po nim śpi, ale rano to już jakiś koszmar. Na szczęście dzisiaj biorę ostatnią dawkę. I tak mam szczęście, że nie dostałam sterydów w cztery litery.

Mąż ze stresu i nerwów od kilku dni nie może pozbyć się opryszczki. Mało tego, wczoraj odkrył, że tworzy mu się nowa. Kiedyś kupiłam mu jakieś homeopatyczne granulki, ale chociaż je zażywa, nie wiem czy to nie jest przypadkiem zwyczajny efekt placebo, bo skutków jakoś nie widać.

Poszłam dzisiaj do domu pomocy społecznej ze skierowaniem, które dostałam od koordynatora wolontariatu, ale nic nie załatwiłam, gdyż pani kierowniczka sobie gdzieś wyszła. Zostawiłam swój numer telefonu i - chociaż miała zadzwonić - do tej pory komórka milczy. Trochę to dla mnie niepojęte - człowiek chce iść charytatywnie pomóc innym, a biurokracja go stopuje. Plus brak chęci kadry już tam zatrudnionej. Nic to - poczekam do jutra. Może coś się wyklaruje.

Kucharka ze mnie marna. Tym razem przypaliłam garnek podgrzewając w nim roladki schabowe. Gotowanie mnie przerasta. Mogę zaplanować zakupy, iść do sklepu, przynieść siatki, rozpakować, nakryć do stołu, pozmywać, zrobić coś do picia i upiec kilka rodzajów ciast - tylko niech ktoś inny ugotuje i nałoży mi na talerz obiad.

Wczorajsze babskie pogaduchy trwały prawie do powrotu Dyrektora Wykonawczego z pracy, który minął się na schodach z wychodzącą od nas znajomą. Zdążył ją jeszcze uściskać w przelocie i usłyszeć, że mamy fajne mieszkanko. A mnie jest smutno ilekroć się z nią spotkam, gdyż mogę tylko wysłuchać jej problemów z mężem alkoholikiem uzależnionym od toksycznej i manipulującej nim matki.