Przechodzę z butelką wody mineralnej w ręce obok ławki, na której siedzi trzech mężczyzn po pięćdziesiątce. Trzeźwych, grzecznych i spokojnych. Jeden z nich pyta czy może się napić łyka. Podaję mu butelkę. Słyszę głos: "chciałem tylko sprawdzić czy ma pani dobre serce". Po chwili dodaje: "ma pani bardzo dobre serce, życzę pani stu lat życia".
Na stoisku warzywnym wsadzam do plastikowej reklamówki ogórki. Obok mnie stoi starsza pani w kapeluszu na głowie i białych bawełnianych rękawiczkach na dłoniach. Nie może sobie poradzić z otworzeniem sklejonej jednorazówki. Proponuję swoją pomoc, którą kobieta przyjmuje z radością. Przy okazji mówi mi, że nie może wychodzić z domu bez rękawiczek, gdyż cierpi na jakąś chorobę.
Zatrzymuję się na chodniku i przepuszczam parę z papierosem w ręce. Czekam aż przejdą. Nie chcę się truć dymem. Idąca za mną kobieta pyta mnie o drogę do przejścia podziemnego na dworzec. Tłumaczę jak ma dojść, objaśniam, podprowadzam ją kawałek. Słyszę podziękowanie i historię, że nie po raz pierwszy przyjechała tu z Poznania i zawsze ma ten sam problem z trafieniem do celu.
Trzy sytuacje, które przydarzyły mi się dzisiaj zaledwie w odstępie kilkunastu minut.
