Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

sobota, 9 sierpnia 2014

1.760. Piątkowy maraton

Poszłam wczoraj za ciosem, choć uczciwie przyznam, że wcale mi się nie chciało. Upał - to wszystko wyjaśnia. Tylko po co odwlekać coś, co i tak by mnie nie ominęło, a jedynie przesunęłoby się w czasie?

Rano pobranie krwi. Wyniki sprawdziłam w sieci za kilka godzin. Amylaza znowu wzrosła o dziesięć jednostek po wzięciu zaleconych przez doktora leków. Reszta jest dobra.

Po południu byłam umówiona na coroczną kontrolną wizytę u ginekolog. Klasyczne badanie, USG przezpochwowe, biocenoza, cytologia, badanie piersi, skierowanie na profilaktyczną mammografię.

Tej ostatniej nigdy jeszcze nikt mi nie zlecił. Kilka lat temu byłam na USG, które wykazało sporą torbiel. Potem miałam biopsję, ale okazało się, że (na szczęście) nie było to nic groźnego.

Pani doktor obdarowała mnie w prezencie glukometrem. Kobieta naprawdę w porządku. Choć wizyta prywatna (czyli płatna), cała reszta badań jest za darmo, więc warto zainwestować 130 złotych raz w roku.

Od ginekologa pojechałam do doktora Tomasza z porannymi wynikami. Ponieważ cała morfologia jest w normie, zalecił mi pojawić się u niego za miesiąc. Być może to nie trzustka, lecz ślinianki. Trzeba poczekać.

Wróciłam do domu. Wykończona jazdą z jednego końca miasta na drugi w dusznych autobusach. Wykonałam telefon do przychodni. Termin mammografii mam wyznaczony już na najbliższy wtorek.