Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

wtorek, 12 sierpnia 2014

1.766. Chłodniej

Ależ pięknie wczoraj lało, grzmiało i błyskało się! Woda płynęła strumieniami. Mąż wrócił z pracy w swoich ulubionych (i na razie niezniszczalnych - ku mojej rozpaczy) klogach (czyli butach ogrodowych), w których aż chlupało.

Rano powitał mnie na dworze przyjemny chłód, bo w mieszkaniu wciąż łaźnia - mury nadal są nagrzane od uporczywego słońca. Zamiast autobusem przeszłam się na własnych nogach na mammografię i z powrotem.

Taka nieobyta byłam (mój pierwszy raz), o czym nie omieszkałam powiedzieć strasznie przystojnemu młodemu panu, który zajął się moimi piersiami. Na tyle skutecznie, że za bardzo nie czułam bólu przy ich ściskaniu przez mammograf.

Badanie bardzo mi się podobało i nie wiem czemu niektóre kobiety je demonizują. Krótko, konkretnie, sprawnie. Wyniki powinny być do odbioru za dwa tygodnie w przychodni, gdzie przyjmuje ginekolog, którą odwiedziłam w ubiegły piątek.

A w poczekalni takie jakże optymistyczne krzesła były - cudnie zgrały się kolorami z moją spódnicą.




W nagrodę za dobre sprawowanie kupiłam sobie nasiona mięty pieprzowej. I choć na opakowaniu wyraźnie było napisane, że przed zasianiem należy wsadzić je na siedem dni do lodówki (ciekawe po co), zaryzykowałam i od razu wsypałam je do ziemi w doniczce. Powinny się pojawić w tym samym czasie co wyniki mammografii.