Sofa jest miejscem strategicznym. Siedząc na niej widzę wszystko poza łazienką. Zazwyczaj Mąż jak przychodzi do domu sam otwiera sobie drzwi do mieszkania i wchodzi do środka.
Wczoraj coś mi nie grało, bo zauważyłam, że jakoś podejrzanie bokiem się skradał, a potem nie położył (jak zwykle) torby na szafce w przedpokoju i nie zdjął butów, tylko schował się za drzwiami do łazienki i coś kombinował.
Po chwili usłyszałam: "żonka, możesz tu przyjść na chwilę?" Jako posłuszna "służebnica i ozdoba" poszłam i dostałam bukiet słoneczników z astromeriami.
Dyrektor Wykonawczy zawsze sam wybiera kwiaty, a zadaniem pani w kwiaciarni jest je jedynie połączyć - byle nie jakimiś kokardami i foliami, gdyż Głos Rozsądku dobrze wie, że najbardziej lubię prostotę i minimalizm, a nie przerost formy nad treścią.
Doceniam gust Męża - jak do tej pory żadna kombinacja kwiatowa się jeszcze nie powtórzyła.
