Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 26 września 2014

1.846. Terapia prowokatywna

Z jednej strony jestem ospała, senna i powolna. Z drugiej sporo we mnie wybuchowości i rozdrażnienia. Tylko resztki kultury osobistej oraz zdrowego rozsądku powstrzymują mnie przed eksplodowaniem.

Nie mam absolutnie żadnej tolerancji dla palaczy, którzy łamią wszelkie zakazy. Smród czuję wszędzie. W mieszkaniu przez kratki wentylacyjne. Na klatce schodowej. Na przystankach. W autobusach. Na ulicy. Na balkonie. W przychodni. W sklepie.

Gdzie nie spojrzę tam papieroch w ręce - młodej, dojrzałej, starej, damskiej i męskiej. Coraz więcej osób kopci. A niby taka bieda panuje w tym kraju. Nie zje, nie umyje się, ubrania nie kupi, na nic go nie stać, ale na papierosy musi mieć. 

Nie przekonują mnie tłumaczenia, że to uzależnienie i nic się nie da z tym zrobić. To wymówka i tłumaczenie tchórzy. To uciekanie w nałóg przed nierozwiązanymi problemami. To wygodna przykrywka dla tego, czego się nie chce zobaczyć.

Jaki jest sens zostawania po godzinach, by zarobić na to, co puści się z dymem? Jaki jest sens harowania za granicą, by dorobić sobie do emerytury tylko po to, by po powrocie mieć za co palić? Jaki jest sens trucia siebie i wszystkich dookoła?

Ten kto pali, cuchnie - choć sam pewnie tego nie czuje. Śmierdzi jego ubranie, śmierdzą jego włosy, śmierdzi jego skóra, śmierdzą mu dłonie, śmierdzi mu z ust. Aż mnie obrzydzenie bierze na samą myśl. Witanie się z kimś takim jest prawdziwą udręką. Odrzuca mnie od takich cuchnących popielniczek.

Na szczęście czasem mam możliwość wyboru. Uciekam od palaczy. Staram się nie wdychać dymu. Wolę odejść na bok, poczekać, przepuścić takiego kopciucha, niż iść za nim i pozwalać się truć kłębami dymu. Odcięłam się od znajomych, którzy nie licząc się z moim zdaniem, usiłowali palić w mojej obecności.

Żal mi palaczy, bo to w gruncie rzeczy bardzo słabi psychicznie ludzie, którzy za swoją głupotę i na własne życzenie pewnego dnia mogą słono zapłacić - zdrowiem i życiem. Oby tylko własnym, a nie cudzym.

Pamiętam co powiedział mi kiedyś Czarodziej. Przyszedł do niego pacjent (nałogowy kopciuch) ze zdiagnozowanym rakiem płuc. Spytał co ma robić. "Pal więcej" - usłyszał od terapeuty. Bo czasem potrzeba terapii prowokatywnej, by coś zrozumieć. O ile nie ma się całkiem wypalonego mózgu.