Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 26 grudnia 2014

2003. Małe szanse

W ferworze przedświątecznych przygotowań, mieliśmy z Mężem sporo czasu na nasze specyficzne małżeńskie kłótnie o bzdety. W myśl przysłowia: "dziad swoje, a baba swoje" każde obstawało przy jednym jedynym najwłaściwszym wyborze - oczywiście tylko i wyłącznie swoim własnym.

Kwestie sporne były bzdurne - czy gotować warzywa na sałatkę (marchewka, pietruszka, ziemniaki) obrane, czy obierać je potem; czy potrzebna jest nowa torba do pracy dla Dyrektora Wykonawczego skoro w obecnej robią się dziury i zaczyna się drzeć; czy konieczny jest zakup słuchawek dousznych jeśli w sumie posiadamy sześć par tradycyjnych; czy warto inwestować w mądre książki z mojej listy życzeń.

Słuchałam ja, słuchał Mąż. Ja jego, a on mnie. Z pozoru i z boku zapewne wyglądało to tak, że żadne z nas odpuścić nie chciało. Przerobiliśmy fochy i demonstrację chwilowej obrazy majestatu lub tymczasowe zawieszenie broni. Dopiero potem, po przemyśleniu, dobitnie dotarły do nas słowa drugiej strony. Doszliśmy do porozumienia. 

Zamówiłam kilka książek ze swojej listy. Pod choinkę kupiłam Dyrektorowi Wykonawczemu małą torbę na dokumenty, klucze i inne szpargały, a w internetowej hurtowni eko torby na jedzenie, które Głos Rozsądku zabiera do pracy i którego gabaryty (słoiki oraz plastikowe pojemniki) powodują wszystkie uszkodzenia. Douszne słuchawki (marzenie Męża) odbiorę w poniedziałek na poczcie, gdyż czekają tam już od Wigilii.

Dyrektor Wykonawczy zrozumiał, że dbam o niego i o to, by wyglądał schludnie - bez względu na to, czy w grę wchodzi ubranie, buty, czy inne rzeczy osobiste. Ja zrozumiałam, że tamte słuchawki są dla niego równie ważne i potrzebne jak książki dla mnie.

Kiedy więc zaproponowałam dzisiaj Głosowi Rozsądku rozważenie zakupu nowych butów na zimę oraz pójście jutro do lumpeksu na poszukiwanie jakiejś fajnej koszuli, nie buntował się już i nie protestował, lecz stwierdził ze spokojem: "zdaję się na ciebie, bo skoro uważasz, że ich potrzebuję, pójdziemy i kupimy".