Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 7 czerwca 2015

2058. Trzeci i czwarty

Już jakiś czas temu umówiłam się z mamą właśnie na wczoraj na buszowanie po ogromnym lumpeksie, w którym ona jeszcze nigdy nie była, a bardzo chciała. Gdyby nie to, odwołałabym tamte zakupy ze względu na stan, w jakim ledwo zwlokłam się w sobotni poranek z łóżka. Ale jako że obiecałam, to pojechałam, a raczej wybraliśmy się tam we troje - Mąż, ja i rodzicielka.

Melodii na szukanie, czy mierzenie nie miałam żadnej. Woda mineralna i chusteczki - z tego najczęściej korzystałam na miejscu. Pomogłam mamie, która wyszła zadowolona - z dwoma bluzkami na lato, tuniką i dżinsową spódnicą dla siebie oraz polarem dla ojca. Dyrektor Wykonawczy znalazł sobie dżinsy i kurtkę przeciwdeszczową, a ja - dwa cienkie rozpinane sweterki.

Razem z Mężem zainaugurowaliśmy sezon na sałatkę grecką, a także na koktajle truskawkowo-bananowe na bazie jogurtu naturalnego oraz kefiru.


Naturalne sposoby do walki z przeziębieniem musiały zostać uzupełnione o środki farmakologiczne, bo jak się okazało wczoraj wieczorem - Dyrektor Wykonawczy najwidoczniej podłapał wirusa ode mnie i zaczął kichać, prychać i chrząkać, po czym zainteresował się czymś do ssania na drapanie w gardle. Na całe szczęście niedaleko mamy całodobową aptekę, więc ze świeżym zapasem medykamentów możemy się leczyć do woli.