Ależ mnie dzisiaj senność jakaś ogarnęła. Ledwo wstałam, zjadłam śniadanie i znowu poszłam leżeć. I tak z przerwami do obiadu drzemałam sobie na sofie w pokoju. Widocznie organizm potrzebował snu, to co mu będę żałować?
Miało padać, ale oczywiście nie padało. Miała być burza, ale na "miała" się skończyło. Dobrze, że choć trochę chmur i wietrzyku nam się trafiło.
Było leniwie, domowo, prawie niedzielnie, bo Mąż był w kościele na Mszy, a ja oglądałam ją w domu.
