Rano zmobilizowałam Męża do przesadzenia jednego i drugiego geranium, które - z małych sadzonek kupionych przeze mnie kilka miesięcy temu od starszych pań sprzedających na bazarze - wyrosły na prawdziwe okazy.
Za oknem mamy prawie las, na parapecie w pokoju podobnie.
Przy okazji dosypałam też ziemi do szczawików stojących w kuchni, a także do grudnika i mięty. Odkryłam też niekorzystny wpływ tej ostatniej na sąsiadującego z nią szczawika i już kilka dni temu przestawiłam ją na lodówkę, a dzięki temu szczawik odżył.
Niestety jest i łyżka przysłowiowego dziegciu - posadzone cebulki anemonów w dwóch dużych doniczkach na balkonowym parapecie zgniły w ziemi i nic z nich nie wyrosło. Dyrektor Wykonawczy sprawdził to namacalnie. Trudno. W ich miejsce zasadzimy pelargonie - o ile uda się nam jeszcze kupić sadzonki.
Tak więc zadbaliśmy dzisiaj o wszystkie nasze rośliny.
W przeciwieństwie do kwiatów Pepe umie zadbać sam o siebie. Wystarczy tylko na chwilę zostawić na stole talerz z czymś, co lubi - jak choćby arbuz. A do tego jeszcze cwaniak chłodzi się przy wiatraku.

