I znowu bezkarnie mogę sobie siedzieć (albo leżeć) i nic nie robić. Ale gdzie ja wytrzymam? Jedno pranie, drugie pranie, ogarnięcie finansów, planu i listy zakupowej, uaktualnienie onkologicznej teczki, mniejsze lub większe porządki w mieszkaniu i jakoś dzień mija.
Zapomniałabym jeszcze o kontakcie SMS-owym i telefonicznym ze znajomymi. Czasem aż mnie ucho boli od trzymania przy nim komórki. Ale absolutnie nie narzekam, bo niekiedy to jedyna słuszna droga kontaktu z innymi.
Mama lepiej śpi po przepisanym przez psychiatrę leku i jest bardziej wypoczęta w ciągu dnia. Za dwa tygodnie wybiera się do pani doktor na kontrolną wizytę. Cieszę się, że dała się jednak przekonać i łyka tabletki.
Czuję się dobrze - zarówno fizycznie, psychicznie, jak i sama ze sobą - w środku.
