Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 28 czerwca 2019

2760. Trzecia czerwona

Dzisiaj padł (póki co) rekord długości (a właściwie "krótkości") mojego pobytu na oddziale chemioterapii. O 7:30 weszłam do gabinetu doktora, tuż po ósmej miałam założony wenflon (za pierwszym podejściem), a około 8:20 podłączono mi dwa wlewy przeciwwymiotne. Potem była przymusowa przerwa (czekanie na rozpuszczenie chemii), a około 10:20 worek z czerwoną, potem płukanka, worek z białą i wyjęcie wenflonu o 11:45.

W międzyczasie odwiedził mnie kolega z klasy (i zarazem mój przyszły radioterapeuta), który po skończonych wlewach zaprosił nas do siebie na krótką pogawędkę. Później - tradycyjnie - apteka i wykupienie leków oraz powrót do domu taksówką. Na miejscu byliśmy tuż przed trzynastą.

Na dzisiejszą okoliczność założyliśmy nasze specjalne koszulki, które wzbudzały zainteresowanie u wielu osób. I o to chodziło - by ludzie się uśmiechnęli i mieli choć trochę radości w chorobie (i nie tylko). Podobnie działała arbuzowa chusteczka na głowie.

A na schodach onkologii znalazłam jasnozielonego motylka, którego przygarnęłam, bo leżał tam taki samotny...


W trakcie chemii wypiłam cappuccino i zalecane dwa litry niegazowanej wody, zjadłam serniczek i kawałek obwarzanka. W domu (na razie, bo do wieczora trochę czasu zostało) była herbata z cytryną, parzona kawa, dwie szklaneczki naturalnego soku jabłkowo-rabarbarowego, mała porcja gotowanego bobu, bułka z dżemem z czarnych porzeczek oraz cały talerz schłodzonego w lodówce arbuza.

Skoro piszę, to znaczy, że czuję dobrze - podobnie jak po pierwszej chemii. Trochę kręci mi się w głowie, która też pobolewa. Jestem senna i znużona, ale oczywiście jedną z pierwszych czynności, które zrobiłam po wejściu do kawalerki, było wstawienie prania oraz poskładanie i schowanie ubrań upranych wczoraj.

Ostatnia czerwona (czwarta) za równe trzy tygodnie, czyli 19. lipca. Potem trzy tygodnie przerwy i od 9. sierpnia będę już co tydzień dostawać tylko białą, a co trzecią białą dodatkowo zastrzyk z Herceptyny. Wszystkie terminy do końca sierpnia mam już zarezerwowane dzięki pomocy Męża, który poszedł do rejestracji kiedy ja siedziałam i tankowałam.

A propos Dyrektora Wykonawczego - rola osoby wspierającej jest często o wiele trudniejsza niż samego pacjenta, więc kto teraz leży na sofie w pokoju i śpi? Domyślcie się.