Już dawno żadne lody nie smakowały mi tak bardzo, jak te wczorajsze jedzone razem z Mężem. Było chłodno, wiał wiatr, ale nic mi nie przeszkadzało. Radość miałam wypisaną na twarzy - przynajmniej tak twierdził Dyrektor Wykonawczy.
Wróciliśmy do domu, zajrzałam do telefonu, a tam informacja od koleżanki z licealnej klasy, że będziemy na ognisku w sobotę. Niespodzianka na całego! Szczególnie że owa koleżanka dzwoniła do mnie wczoraj pytając czy mogę gdzieś wychodzić, żeby spotkać się z ludźmi.
Jeden dzisiejszy telefon do organizatorki całego przedsięwzięcia i wiem co potrzebujemy kupić przed imprezą. Swoją drogą nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na jakimkolwiek ognisku. Mężowi to się nawet całkiem niedawno na głos na ten temat marzyło - sama jestem świadkiem.
Tyle dobrych rzeczy mnie spotyka. Tyle radości doświadczam każdego dnia. Tyle małych cudów. Słów, gestów, pozdrowień, życzeń. Jestem prawdziwą szczęściarą.
