Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

czwartek, 7 listopada 2019

2892. Na zdrowie!

Jeszcze przed wyjściem z domu odbyłam trzy telefoniczne konsultacje lekarskie, gdyż od wczorajszego wieczoru odczuwam dziwny ból w lewym boku pod żebrami. Nie wiem czy to skutek kontrastu, czy antybiotyku albo jeszcze coś innego. Troje medyków zaleciło środki przeciwbólowe i rozkurczowe.

Dzwonił też doktorek od portu z informacją, że wynik posiewu będzie dopiero w poniedziałek. Pytał jak się czuję i jak wygląda miejsce po usunięciu. Mam do niego dzwonić w niedzielę rano, po ostatniej tabletce antybiotyku. Wtedy zdecyduje co dalej - czy przedłużyć ten sam lek, czy nie.

Kolejny dzień i kolejne odwiedziny na onkologii. Tym razem badanie moczu oraz krwi przed operacją. Tym razem na czczo. Na szczęście trafiłam na pielęgniarkę, która wkłuwa się w żyłę bardzo sprawnie i prawie bezboleśnie.

Po wszystkim usiadłam na krześle na korytarzu, wypiłam poranne prochy, zjadłam bułkę, popiłam kawą i dopiero wtedy opuściłam mury onkologii, mając nadzieję na czterodniową przerwę i przedłużony weekend.

A po południu pojechałam w odwiedziny do mojej pani profesor od angielskiego. Na stole stał serniczek i pączki oraz kieliszki na cytrynówkę, której gospodyni nawet nie podała na wieść, że ja znowu biorę antybiotyk.

Ale nic straconego, gdyż czego nie skosztowałam, dostałam w prezencie - na wynos. Własnej roboty, mocna, bo na spirytusie. Przed spożyciem wstrząsnąć.