Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

czwartek, 26 grudnia 2019

2940. Pomalutku

Szaro, buro, ponuro i mokro - chyba tak najlepiej opiszę widok, jaki miałam dziś przed oczami zza kuchennego okna. Na szczęście siedziałam sobie w cieple i nie wyściubiłam z niego nosa. Z ogromną przyjemnością oddawałam się uciechom podniebienia, smakując bogate zapasy świątecznych pyszności.

Pogoda - po raz kolejny - pokrzyżowała nam plany przejażdżki diabelskim młynem. Chcieliśmy odbyć ją we troje, ale cóż - może w pierwszy weekend stycznia się nam uda? Póki co Mama przyjechała do nas, posiedziała trochę i wróciła do siebie.

Mąż poszedł do kina, bo w sumie to jedyny czas, kiedy na spokojnie mógł to zrobić. Jutro jedziemy razem na onkologię (siódmy zastrzyk Herceptyny), a potem trzeba jeszcze zabrać od Rodzicielki walizkę na sobotni wyjazd do Wrocławia. No i przed nami pakowanie.

Jakoś nie dociera do mnie perspektywa tego wyjazdu. Ale wiem, że bardzo jest on nam obojgu potrzebny. Ostatnie miesiące były dla nas trudne - i fizycznie i emocjonalnie. Przyda się nam oderwanie od tego miejsca, zmiana otoczenia i doświadczenie zupełnie nowych rzeczy. Szczególnie że praktycznie cały styczeń i luty znowu spędzę w pracy nad swoim zdrowiem.